Baidu: nie tylko „chińskie Google”

Jaka jest wiodąca wyszukiwarka w Chinach? Jeśli powiedziałeś Google, pokazujesz swoje zachodnie nastawienie. W rzeczywistości jest to Baidu.com, którego akcje zadebiutowały na giełdzie Nasdaq 5 sierpnia, pozyskując około 87 milionów dolarów dla startupu.





Firmy takie jak Baidu płyną teraz na fali oczekiwań inwestorów, że wyszukiwanie w Internecie stanie się wielkim biznesem w Chinach – i że lokalne firmy wyszukiwawcze mogą lepiej zrozumieć, jak dotrzeć do chińskich konsumentów niż firmy z zewnątrz, takie jak Google.

Ci nowi konsumenci są oczywiście znacznie biedniejsi niż kupujący w USA czy Europie. Ale jest ich 1,3 miliarda, a chińska gospodarka rozwija się w tempie około 9 procent rocznie, tworząc klasę średnią z realną siłą nabywczą, zwłaszcza w nadmorskich miastach, takich jak Szanghaj i Kanton.

Już około 30 milionów Chińczyków może sobie pozwolić na zakup dóbr luksusowych, mówi William Bao Bean, wiceprezes Deutsche Bank w Hongkongu. To powinno wzrosnąć do 100 milionów w ciągu trzech lat. Do końca dekady Chiny mają przyćmić Japonię pod względem wydatków na dobra luksusowe.



Coraz większa liczba chińskich konsumentów będzie znajdować te produkty w sieci, a zarówno chińskie, jak i międzynarodowe firmy zajmujące się wyszukiwaniem, takie jak Baidu, Sohu, Sina, Google i Yahoo, starają się zdobyć kawałek tortu.

Na razie prym wiodą Baidu i Google. Niedawne badanie przeprowadzone przez kontrolowane przez rząd China Internet Network Information Center wykazało, że Baidu ma średni udział w rynku na poziomie 47,8 procent w trzech największych chińskich miastach, w porównaniu z 33,0 procentami w przypadku Google. Wszyscy pozostali konkurenci pozostawali daleko w tyle.

Chociaż przychody Baidu są stosunkowo niewielkie – 8,4 miliona dolarów w drugim kwartale 2005 r., w porównaniu z 1,38 miliarda dolarów w Google – pozostaje ona najczęściej odwiedzaną chińskojęzyczną stroną internetową na świecie, według statystyk zebranych przez Alexa Internet.



Według Jima Suna, analityka branży internetowej z Evolution Securities w Szanghaju, zarabia też znacznie większą część chińskich dolarów reklamowych niż Google. Istotnie, być może dlatego sam Google kupił w czerwcu mniejszościowy pakiet w Baidu. (Wielkość transakcji nie została ujawniona.)

Według Sun, lokalne powiązania firmy i praktyki biznesowe prowadzone na miejscu dają jej przewagę nad rywalami. Na przykład Baidu nie wymaga od klientów, aby płacili za reklamy kartą kredytową, tak jak robi to Google.

Przychody Google [w Chinach] w zeszłym roku wyniosły poniżej 50 milionów RMB [6,1 miliona USD]… ponieważ ludzie muszą płacić Google kartą kredytową, a chińscy klienci rzadko używają kart kredytowych, mówi Sun.



Baidu oferuje również reklamodawcom atrakcyjny produkt, którego nie oferuje Google: płatne miejsce w wyszukiwarce lub sprzedaż wyników wyszukiwania dla określonych słów kluczowych osobie, która oferuje najwyższą cenę.

Na przykład w wyszukiwaniu Baidu słowa Pekin cztery pierwsze wyniki to płatne linki do biur podróży i innych firm. Te linki są nie do odróżnienia od zwykłych, bezpłatnych wyników w Baidu. Chińscy internauci wydają się nie mieć nic przeciwko; w rzeczywistości płatne lokowanie jest głównym źródłem przychodów Baidu. Ale jest to strategia, której Google stanowczo odmówił rozważenia.

Wreszcie firmy internetowe działające w Chinach są bardziej niż firmy zachodnie przyzwyczajone do cenzury. Jak powszechnie donoszono w światowej prasie, politycznie wrażliwe słowa kluczowe są zakazane w chińskich wyszukiwarkach. Na przykład wyszukiwanie hasła Tiananmen w chińskim wydaniu Google powoduje wyświetlenie kilku stron internetowych, w których wspomina się o niesławnej rozprawie chińskiego rządu na placu w Pekinie w 1989 roku. Na Baidu te strony po prostu się nie pojawiają.



Doświadczeni chińscy internauci, którzy wydają się bardziej skoncentrowani na biznesie niż polityce, po prostu obchodzą tę cenzurę, a praktyki Baidu nie będą miały poważnego wpływu na opinię publiczną, mówiąc słowami Sun. Ale kiedy zachodnie firmy obsługujące strony internetowe w Chinach kłaniają się tej samej polityce rządu, łapią się w domu. (Blogerzy amerykańscy krytykowali Microsoft na początku tego lata, na przykład za blokowanie zakazanych słów w tytułach blogów tworzonych przez chińskich użytkowników usługi MSN Spaces).

Zagraniczne firmy, takie jak Google, muszą dostosować się do lokalnych warunków, jeśli mają mieć jakiekolwiek szanse na sukces w Chinach, mówi Caroline Straathof, starszy dyrektor ds. relacji inwestorskich i komunikacji korporacyjnej w popularnym chińskim portalu internetowym Sohu. Wydawanie dużych pieniędzy nie jest rozwiązaniem, mówi Straathof.

Google zaczął się uczyć: w ostatnich miesiącach, mówi Sun, naśladował Baidu, rejestrując kilku lokalnych dystrybutorów, którzy zajmują się sprzedażą reklam na zasadzie prowizji i mogą przyjmować płatności od klientów bez kart kredytowych. Myślę, że te firmy bardzo szybko rozwiną działalność Google w Chinach, mówi Sun. Dlatego wierzę, że Google zyska bardzo duży udział w przychodach w ciągu najbliższych kilku kwartałów. Sun zauważa, że ​​jeśli chce się rozwijać jeszcze szybciej, zawsze jest jeszcze jedna opcja: wykorzystać część swoich miliardów na zakup reszty Baidu.

ukryć