211service.com
Clinton naciska Chiny na atak Google
W przemówieniu wygłoszonym wczoraj w Newseum w Waszyngtonie sekretarz stanu USA Hillary Clinton wywarła presję na chiński rząd, aby zareagował na cyberataki ujawnione niedawno przez Google . Przez większą część przemówienia, które skupiało się głównie na promowaniu wolności w Internecie, Clinton unikała wzmianki w szczególności o Chinach. Jednak w jej komentarzach potępiono cenzurę Internetu i cyberataki w sposób nie budzący wątpliwości.

Wyzywające Chiny: Przemawiając w Newseum w Waszyngtonie, sekretarz stanu USA Hillary Clinton powiedziała, że żadna firma nie powinna tolerować ingerencji rządu w wolność internetu.
Uwagi Clintona malują amerykańską wizję Internetu w jaskrawym kontraście z chińską. W swoim przemówieniu Clinton podkreśliła korzyści płynące z egzekwowania zasad wolności wypowiedzi, zgromadzeń i powszechnego dostępu w Internecie. Natomiast Chiny mają reputację rutynowego blokowania dostępu do politycznie wrażliwych treści i gromadzenia informacji o dysydentach za pośrednictwem komunikacji internetowej.
Clinton odniósł się również bezpośrednio do ujawnienia przez Google. Oczekujemy od chińskich władz przeprowadzenia dokładnego przeglądu włamań, które skłoniły Google do ogłoszenia, powiedział Clinton.
Clinton ostro skrytykował cenzurę Internetu i współpracujące z nią firmy. Cenzura nie powinna być w żaden sposób akceptowana przez żadną firmę z dowolnego miejsca – powiedziała, ostrzegając, że próby ograniczenia przepływu informacji tworzą mniej użyteczny, rozdrobniony Internet. W szczególności powiedziała, że nieograniczony dostęp do technologii wyszukiwarek jest tak ważny w życiu jednostek.
Wezwała również do większej współpracy między jurysdykcjami w walce z przestępczością internetową. Powiedziała, że kraje lub osoby, które angażują się w cyberataki, powinny ponieść konsekwencje i międzynarodowe potępienie.
Chociaż Google nie ujawnił szczegółów wykrytych ataków, analitycy bezpieczeństwa zaczęli łączyć informacje w całość. Chociaż gigant wyszukiwania powstrzymał się od bezpośredniego obwiniania chińskiego rządu za ataki, jego decyzja o zakończeniu współpracy z wnioskami cenzury państwowej zdecydowanie sugeruje, że firma podejrzewa zaangażowanie rządu.
Niezależni badacze również zaczęli zbierać dowody wskazujące na źródło ataków. Joe Stewart, dyrektor ds. badań nad złośliwym oprogramowaniem w jednostce zajmującej się zwalczaniem zagrożeń w firmie zajmującej się bezpieczeństwem z siedzibą w Atlancie o nazwie SecureWorks , upubliczniono w tym tygodniu z badaniami sugerującymi związek między złośliwym oprogramowaniem użytym w ataku a badaniami nad algorytmami opublikowanymi na chińskojęzycznych witrynach internetowych.
Stewart analizował trojana Hydraq, robaka uważanego za odpowiedzialnego za dostęp do wewnętrznych sieci korporacyjnych w zaatakowanych firmach, kiedy odkrył, że oprogramowanie używa nieznanego algorytmu do sprawdzania błędów w przechowywanych lub przesyłanych danych. Stewart zbadał to i odkrył, że ta konkretna implementacja została opisana tylko na stronach chińskojęzycznych, co sugeruje link do hakerów w Chinach kontynentalnych.
Stewart zauważa, że inżynieria wsteczna wykonywalnego pliku binarnego nigdy nie jest rozstrzygająca, ale dodaje, że zachowanie trojana pasuje również do innych ataków pochodzących z Chin. Twierdzi jednak, że nie zauważył żadnych cech złośliwego oprogramowania, które sugerowałyby wyrafinowanie wykraczające poza inne niedawne ataki.
Stewart mówi, że po przeniknięciu do systemu przez pewną lukę trojan instaluje się w systemie i próbuje zadzwonić do domu na serwer kontrolny. Po podłączeniu może gromadzić pliki i informacje o sieci, a nawet przejąć kontrolę nad systemami lokalnymi.
Niektórzy badacze sugerowali, że ostatnie ataki były prawdopodobnie podobne do: GhostNet , cyberszpiegowska operacja wywodząca się z Chin, która miała być wymierzona w Dalajlamę i innych działaczy na rzecz praw człowieka. W przypadku tej serii ataków hakerzy wysłali docelowym użytkownikom starannie spreparowane wiadomości e-mail zawierające dane osobowe, próbując przekonać ich do kliknięcia złośliwego łącza lub otwarcia załącznika zawierającego złośliwe oprogramowanie.
W zeszłym tygodniu firma McAfee zajmująca się bezpieczeństwem opublikowała wiadomość, że luka w Microsoft Internet Explorer otworzyła drzwi do instalacji złośliwego oprogramowania w niektórych dotkniętych sieciach. Microsoft wydał również wczoraj łatkę, która usuwa tę lukę.
Jednak niektórzy badacze twierdzą, że nie jest jasne, w jaki sposób zaatakowano sieci firmowe. Jewgienij Morozow , Yahoo! stypendysta w Georgetown University EA. Walsh School of Foreign Service twierdzi, że nie ma całkowicie spójnego wyjaśnienia wydarzeń. Sama wada Internet Explorera nie zapewniłaby pełnego dostępu, mówi Morozow. Zauważa, że prawdopodobnie istniało wiele innych ważnych cech ataków, w tym sposób konfiguracji sieci i plików. Niektórzy nawet spekulowali, że napastnicy mogli skorzystać z pomocy pracowników Google.
Amichai Shulman, CTO of Imperwa , firma zajmująca się bezpieczeństwem danych z siedzibą w Redwood Shores w Kalifornii, zgadza się, że zbyt wiele uwagi poświęcono luce w Internet Explorerze. Większość botnetów i złośliwego oprogramowania nie opiera się na pojedynczej podatności na infekcję, mówi. Zwykle próbują jednocześnie wykorzystać dwie lub trzy luki w zabezpieczeniach.
Nawet jeśli Google wycofa swoją działalność z Chin, nadal będzie musiał stawić czoła zagrożeniom bezpieczeństwa w Internecie, mówi Morozow. Ujawnienie cyberataków mogło dać firmie wsparcie rządu USA i wyjście z trudnej sytuacji cenzury, mówi, ale cyberataki stały się codziennym problemem, z którym musi sobie radzić każda firma. Dopóki Google oferuje ważne usługi, takie jak poczta e-mail, nadal będzie celem.