Czekam na Google Cube (lub PC Like It)

Na początku tego tygodnia na targach Consumer Electronics Show w Las Vegas krążyły pogłoski, że Larry Page, współzałożyciel Google i prezes ds. produktów, zaprezentuje tani komputer sieciowy marki Google. Urządzenie miało nawet pseudonim: Google Cube.





Plotka, po raz pierwszy rozpowszechniona przez eksperta Roberta X. Cringely i wyjaśnione na przez LA Times w tym tygodniu skupiał się na komputerze z systemem operacyjnym innym niż Microsoft i wyposażonym tylko w minimum aplikacji natywnych lub opartych na komputerach stacjonarnych, polegając na aplikacjach dostępnych w Internecie. Większość inteligencji i aplikacji dla jednostki (przetwarzanie tekstu, arkusze kalkulacyjne, Internet itp.) znajdowałaby się online.

Wczoraj Google usunął te plotki, a raporty w dziennik 'Wall Street a gdzie indziej wskazują, że zamiast tego firma ogłosi usługę wideo do pobrania i Google Pack – garść aplikacji zorientowanych na media.

Ale pomimo niedawnego nie pojawienia się, wiele osób wierzy, że urządzenie takie jak Google Cube pojawi się kiedyś, od Google lub innej firmy. I pomimo powszechnego przekonania, że ​​uruchomienie taniego, podobnego do towaru komputera PC to głupia sprawa, jest wiele sensu w tanim komputerze zorientowanym na sieć, niezależnie od tego, czy jest to produkt Google, czy nie.



Z pewnością strategia sprzedaży tanich – lub bezkosztowych – komputerów osobistych w celu pobudzenia zainteresowania bardziej lukratywnymi programami nie jest nowa. Nie odniosła też szczególnego sukcesu. Net PC Larry'ego Ellisona z połowy lat 90. był jednym z pierwszych głównych wysiłków, aby umieścić inteligencję w sieci i powrócić do ery głupich terminali. Później, pod koniec lat 90., dostawcy usług internetowych, tacy jak Empire.net, rozdawali komputery w zamian za długie członkostwo. W 1999 roku Free-PC, firma założona przez inkubator dot-com IdeaLab, rozdała komputery w zamian za zgodę użytkownika na zajmowanie marginesów ekranu komputera przez banery reklamowe. Żadna z tych prób nie przetrwała implozji dot-comów.

Zapytany w 2002 roku przez Wired News o nazwanie swojego największego błędu ery baniek mydlanych, Bill Gross, niegdysiejszy dyrektor generalny IdeaLab, odpowiedział: FreePC był jednym z moich najgorszych pomysłów. Ale pokazując przewidywanie nawet w głębi opadu po bańce, Gross wyobraził sobie jakiś punkt, w którym istnieje urządzenie, które da ci pewien dostęp, ale będzie wspierane przez reklamy.

Ten czas może być teraz. Sprzyjają temu niedawne postępy w oprogramowaniu, w połączeniu z odrodzeniem reklamy internetowej i powszechnym upowszechnieniem dostępu szerokopasmowego. Najbardziej dochodową obecnie reklamą internetową, według czystego kosztu tysiąca (podstawowej jednostki określającej, ile kosztuje pojedyncza reklama internetowa) są reklamy otaczające fragmenty wideo. Ten współczynnik kształtu nie był opłacalny pod koniec lat 90. – łącza szerokopasmowe nie docierały do ​​wystarczającej liczby domów. A do około trzech lat temu rynek reklamy internetowej wciąż walczył o osiągnięcie szczytów sprzed bańki.



Najważniejszym czynnikiem jest jednak niedawna i szybka poprawa oprogramowania internetowego. Dzięki tym innowacyjnym aplikacjom komputer inny niż Microsoft i Mac może działać na jeden z dwóch sposobów. Może to być prawdziwe urządzenie sieciowe, oparte na aplikacjach internetowych dla wszystkich swoich potrzeb i dostarczane bez w pełni funkcjonalnego systemu operacyjnego. Obecnie alternatywne przeglądarki, takie jak Firefox i aplikacje internetowe, takie jak Writeboard (przetwarzanie tekstu) i Basecamp (zarządzanie projektami), udowadniają, że aplikacja może być tak samo przydatna, gdy jest oparta na Internecie, jak na komputerze stacjonarnym. W sieci pojawia się nowa fala tworzenia oprogramowania, wykorzystująca technologie takie jak AJAX (asynchroniczny Javascript i XML), które zapewniają aplikacjom internetowym nowe funkcje i wydajność zbliżoną do komputerów stacjonarnych.

Gmail firmy Google jest doskonałym przykładem tego trendu: jest to internetowy program pocztowy; ale w przeciwieństwie do Hotmail, który musi odświeżać stronę za każdym razem, gdy zamykasz wiadomość lub chcesz odpowiedzieć, podstawa Gmaila w AJAX pozwala mu wyglądać tak, jakby program istniał na twoim pulpicie.

Drugą opcją dla takiego komputera PC byłoby dostarczenie go z alternatywnym systemem operacyjnym, takim jak desktopowa wersja Linuxa i uruchomienie na nim aplikacji firm innych niż Microsoft, takich jak Star Office firmy Sun Microsystem – odpowiednik programu Microsoft Office. To również jest ogólny obszar, który rozwinął się w ciągu ostatnich kilku lat.



Ten scenariusz nie zaprzecza, że ​​Microsoft nadal jest monopolistą w zakresie aplikacji biurowych, a jego przeglądarka, Internet Explorer, jest liderem. Według Kevina Carmony, dyrektora generalnego Linspire, firmy zajmującej się komputerowym systemem Linux, największym wyzwaniem dla alternatywnych produktów na rynku jest popyt. Bardzo trudno jest edukować konsumentów po 20 latach Microsoftu, że istnieje alternatywa. Robi się im pranie mózgu, aby myśleć, że jest jeden wybór.

Wpisz Google. Jeśli istnieje jedna firma z głębokimi kieszeniami i dużym zainteresowaniem, które słusznie dąży do zmiany zachowań komputerowych konsumentów, to jest to Google. Firma jest dziwnym ptakiem, który podoba się zarówno inżynierom, inwestorom, jak i babciom. Jeśli jednak historia jest jakąkolwiek wskazówką, to dopasowanie czynników nie potrwa tak długo. Chociaż ogłoszenie Google Cube nie nadejdzie dzisiaj, Google i jego podobni nie powinni pozwolić, aby chwila umknęła na nowo, aby wymyślić komputer.

ukryć