211service.com
Czy użytkownicy Digg czytają poza nagłówkami?
Mówią, że nie ma czegoś takiego jak zła reklama. Jako redaktor i autor stron internetowych zazwyczaj się z tym zgadzam. Wszystko, co zwraca uwagę na moje artykuły i wysyła ruch w moją stronę, jest błogosławieństwem. Dlatego my w Przegląd technologii są zawsze zadowoleni, gdy użytkownicy agregatorów wiadomości i witryn dyskusyjnych, takich jak Slashdot i Digg, zamieszczają linki do naszych artykułów.
To szczególnie szczęśliwy dzień, kiedy wspomina się o nas w Digg. Przegląd technologii artykuły, które wygrywają wystarczająco dużo, by trafić na pierwszą stronę działu technologicznego Digga, zwykle uzyskują od dwóch do dziesięciu razy więcej odsłon niż przeciętnie.
Ale chociaż dodatkowi goście są zawsze mile widziani, trochę się wzdrygam, gdy czytam niektóre z myśli, które ludzie wyrażają w sekcjach komentarzy postów Digg.
Szczerze mówiąc, jasne jest, że niektórzy użytkownicy nawet nie czytają artykułów, które kopią (lub zakopują), zanim wypowiedzą swoje opinie. I to sprawia, że zastanawiam się, czy wielu czytelników, którzy przychodzą na TechnologyReview.com po przeczytaniu kilku komentarzy w Digg, pomyliło się w swoich oczekiwaniach – i może odejść, nie angażując się w naprawdę stronę.
Przykład: historia, którą napisałem wczoraj, mówiąc w skrócie, że gigant sieci społecznościowych MySpace nie współpracuje dobrze z innymi. Zauważyłem, że firmy takie jak eBay i Google, nie wspominając o Amazon, a nawet Microsoft, ułatwiają zewnętrznym twórcom oprogramowania tworzenie aplikacji, które wykorzystują bazy danych tych firm lub oprogramowanie do oferowania usług o wartości dodanej, których firmy by nie stworzyły na własną rękę. Jednak daleki od oferowania interfejsów programistycznych, które ułatwiłyby rozwój mini-gospodarki wokół swojej witryny, MySpace wydaje się preferować obsługę zewnętrznych startupów listy o zaprzestaniu działalności .
Nagłówek artykułu – Jak MySpace jest antyspołeczny – miał być grą z faktem, że MySpace jest wiodącym serwisem społecznościowym. Przepraszam, że muszę to wyjaśnić. Ale wielu ludzi, którzy… skomentował w historii, gdy już ją wykopano, najwyraźniej potraktował nagłówek bardziej dosłownie. Założyli – oczywiście bez czytania historii – że chodziło o MySpace, które w jakiś sposób uczyniło jego użytkowników bardziej antyspołecznymi.
Już pierwszy komentarz użytkownika o imieniu bntphoretwunny zawiera następujący błąd: całkowicie się zgadzam. Dzieci cały dzień siedzą przy komputerach, szukając przyjaciół i czekają na komentarze, zamiast wychodzić i wchodzić w interakcje z ludźmi.
Jestem bardzo wdzięczny innemu użytkownikowi Digga o nazwie teradome, który wysłał odpowiedź na bntphoretwunny, próbując wyjaśnić sprawę: Ciekawa opinia, ale warto przeczytać ten artykuł. Nie chodzi o to, by użytkownicy MySpace byli antyspołeczni w stosunku do innych ludzi, ale o to, by sam biznes był antyspołeczny w stosunku do innych firm. Jestem również wdzięczny innym pilnym użytkownikom Digg, którzy głosowali za pogrzebaniem komentarza bntphoretwunny i promowaniem teradome. Od godziny 16.00 EDT w piątek, błędny post miał 26 negatywnych wykopów, podczas gdy korekta miała 29 pozytywnych wykopów. Fakt, że użytkownicy Digg mogą głosować na komentarze, a nie tylko historie, pomaga odfiltrować głupie komentarze i w tym przypadku przynajmniej do pewnego stopnia działa. (Komentarze z wystarczającą liczbą negatywnych komentarzy w końcu zostają zakopane i pojawiają się na liście komentarzy jako ukryte.)
Niestety, komentarz teradome nie pojawił się wystarczająco szybko, aby uniemożliwić dyskusję Diggowi długą, chaotyczną styczną na temat ogólnych zalet – cóż, głównie wad – MySpace. Nie powinno być zaskoczeniem, jak sądzę, że wiele osób jest bardzo pochłoniętych MySpace. Jest tak duży i dominujący, że krytyka jest nieunikniona. Ale zaskakuje mnie, że tak wielu komentatorów zdecydowało się zainteresować oryginalnym komentarzem bntphoretwunny i spierać się o to, czy MySpace to strata czasu, zamiast odpowiadać na treść samego artykułu.
Nie mówię, że użytkownicy Digga są leniwi i niepiśmienni. Podnoszę tylko kilka pytań, które powinny dotyczyć każdego, kto zadaje sobie trud publikowania w Internecie merytorycznych artykułów i esejów lub kogo obchodzi, jak czytelnicy znajdują ich historie. Ilu użytkowników Digg faktycznie klika łącze i czyta artykuł, zanim go wykopie, zakopie lub skomentuje? Jaka część dyskusji na Digg dotyczy istoty artykułów o duggu, a ile to piany? jest kopany zawsze dobra reklama – a może jest możliwe, że duża część ruchu generowanego przez Digg ma niską wartość, co prawdopodobnie nie doprowadzi do większej liczby odsłon lub przekonującej dyskusji?
Jeśli ten wpis na blogu zostanie opublikowany w Digg, być może będziemy mogli przeprowadzić pożyteczną dyskusję na te pytania. Albo może nie.