„Działacz partyzancki” publikuje 18 000 artykułów naukowych

Wczoraj, w odpowiedzi na oskarżenie 24-letniego badacza i aktywisty internetowego z Harvardu za rzekome włamanie się do sieci MIT i zebranie prawie pięciu milionów artykułów naukowych, drugi haker opublikował ponad 18 592 (32 gigabajty) badań dostępnych tylko w ramach subskrypcji. uzyskane z tej samej usługi. Drugi mężczyzna przedstawił się jako Greg Maxwell, 31-letni technolog, matematyk rekreacyjny i hobbysta naukowy z północnej Wirginii.





Badacz z Harvardu, Aaron Swartz, został oskarżony o federalne oskarżenie o pobieranie artykułów z internetowej akademickiej bazy danych non-profit JSTOR ostatni rok. Swartz to wybitny programista, który założył firmę przejętą w 2005 r. przez Reddit, a także współpracownik Harvard's Center for Ethics. W 2008 r. Guerilla Open Access Manifesto wezwał aktywistów do walki z usługami, które trzymały jako zakładników dokumenty akademickie za ścianami płatnymi. Musimy pobierać czasopisma naukowe i przesyłać je do sieci wymiany plików, napisał Swartz.

Maxwell mówi, że opublikował gazety z podobnych powodów. Mówi, że gazety pochodzą z Transakcje filozoficzne Towarzystwa Królewskiego i zostały opublikowane przed 1923 rokiem, co oznacza, że ​​są w domenie publicznej (jego twierdzenie nie zostało niezależnie zweryfikowane). Ta wiedza należy do opinii publicznej, przekonuje. Ze względu na postęp naukowy, mówi Maxwell, takie bazy danych nie powinny w ogóle zamykać badań w kluczu, nie mówiąc już o wygaśnięciu ich praw autorskich, jak to ma miejsce w obecnej praktyce. Postęp pochodzi z tworzenia powiązań między odkryciami innych, z poszerzania ich, a następnie z mówienia ludziom, mówi.

Chociaż Swartz dobrowolnie zwrócił dane do JSTOR, a MIT nie wystąpił do sądu, mimo to mógł zostać skazany na 35 lat więzienia i 1 milion dolarów grzywny w wyniku federalnego aktu oskarżenia. Nie wniesiono jeszcze żadnych zarzutów przeciwko Maxwellowi.



Aresztowanie Swartza i działania Maxwella wpisują się w szerszy trend cyfrowej czujności. Aresztowanie Swartza wywołało również debaty na temat dostępu do informacji i tego, co niektórzy uważają za skrajną reakcję rządu. Ta reakcja rządu może sama w sobie być reakcją na serię niedawnych ataków na Sony, Citibank i liczne departamenty rządowe przez kolektywy hakerskie LulzSec i Anonymous – oraz na ujawnienie przez Wikileaks tysięcy tajnych dokumentów rządowych.

Myślę, że jest dużo miejsca na protesty internetowe, mówi Mark Rotenberg, dyrektor wykonawczy Elektroniczne Centrum Informacji o Prywatności w Waszyngtonie, ale to nie znaczy, że to, co ludzie robią online, nawet mając dobre intencje, nie może wyrządzić krzywdy innym.

W komunikacie prasowym Carmen M. Ortiz z prokuratora okręgowego stanu Massachusetts powiedziała: „Kradzież to kradzież bez względu na to, czy używasz polecenia komputera, czy łomu, i niezależnie od tego, czy bierzesz dokumenty, dane czy dolary”.



Zwolennicy wolności informacji i podważania cenzury coraz częściej zwracają się ku bardziej radykalnym sposobom wypowiadania się. Ale krytycy twierdzą, że ich działania mogą powodować problemy dla innych. Częścią prawdziwej tradycji protestu są ludzie, którzy sami poświęcają się, aby inni mogli skorzystać, mówi Rotenberg. Ostrzega jednak, że w niedawnych przypadkach haktywizmu mogą w tym procesie ucierpieć niektórzy niewinni przechodnie.

ukryć