Dzięki wypożyczaniu e-booków Simon & Schuster działa powoli

Simon & Schuster będzie ostatnim z wydawców Wielkiej Szóstki, który udostępni swoje e-booki bibliotekom, raporty PaidContent . Wydawca rozpocznie roczny okres próbny z bibliotekami publicznymi Nowego Jorku. Podobno żadne tytuły nie są niedostępne, ale nie znamy dokładnych warunków finansowych umowy. (Inni wydawcy pobierają nawet trzykrotnie wyższe opłaty niż detaliczne za korzystanie z przywilejów w zakresie e-wypożyczania przez biblioteki).





Niektórzy mogą argumentować, że z kryzysem wydawniczym (por. ostatnie wstrząsy Scotta Turowa Czasy op-ed o powolnej śmierci amerykańskiego autora za elementarz), Simon & Schuster postąpił głupio, czekając tak długo, zanim otworzyli kolejny strumień dochodów na swoje e-booki. Ale myślę, że wydawca miał – i ma rację – poruszać się tutaj ostrożnie. Wiele aktualnych problemów z monetyzacją publikacji w erze cyfrowej wynika z zbyt szybkiego ruchu. Gdyby gazety na całym świecie nie pospieszyły z rozdawaniem swoich treści w Internecie bez uzasadnionych oczekiwań co do płatnych ścian, być może fałsz, że informacje chcą być bezpłatne, nie byłyby tak szeroko i szeroko rozpowszechniane.

Powiedziała Carolyn Reidy, szefowa S&S, w oświadczeniu: Uważamy, że udostępniając naszą pełną listę, lepiej zrozumiemy wzorce kredytowe i zachowania klientów, a ja szczególnie chętnie zobaczę rzeczywiste dane, abyśmy mogli lepiej zrozumieć to wciąż nowe zjawisko.

Jej użycie wyrażenia „rzeczywiste dane” mówi i gryzie. Wydaje się, że istnieje oczekiwanie, że tylko dlatego, że e-książki istnieją, wydawcy będą musieli spieszyć się, aby udostępnić je we wszystkich formach, na jakichkolwiek narzucanych im warunkach. Uznanie dla Reidy za patrzenie, zanim skoczy. Tak wiele w technologii i biznesie zależy od ścieżki; pierwszy ruch często może być decydujący i rzadko powinien być wykonywany w pośpiechu.



Osobiście sprawdziłem e-booki z Biblioteki Publicznej w Nowym Jorku. Uważam, że jest to w większości bezproblemowe doświadczenie. Chociaż istnieje pewien rodzaj dysonansu poznawczego, który pojawia się, gdy plik, który znajdował się na twoim urządzeniu, nagle znika, myślę, że zdrowo trenować mózgi konsumentów w ten sposób: tylko dlatego, że coś jest elektroniczne, nie oznacza, że ​​nie jest wartościowe, i że nie można go zabrać.

Nie znając dokładnych warunków umowy S&S z bibliotekami, trudno jest wiedzieć, kto ma krótki koniec czego. To rzadki przypadek w bitwach wydawniczych, w których w pewnym sensie kibicuję obu stronom – kocham bibliotekę tak samo, jak kocham świetnego wydawcę, jeśli nie bardziej. Ale prawdą jest, że zachowanie związane z e-pożyczaniem będzie nieuchronnie inne niż zachowanie związane z wypożyczaniem fizycznych książek i ważne jest, aby zbadać to zachowanie, aby opracować sprawiedliwy model ekonomiczny zarówno dla wydawców, jak i bibliotek. W końcu o wiele łatwiej jest sprawdzić e-booka online – wystarczy kilka kliknięć. Czy doprowadzi to do ogólnej wyższej częstotliwości udzielania kredytów? Czy doprowadzi to do bardziej marnotrawnych pożyczek – spraw, w których książki są wypożyczane, ale nigdy nie otwierane (czego zdecydowanie byłem winien, zarówno w wersji papierowej, jak i elektronicznej). Jak często e-pożyczki będą rzeczywiście napędzać zakupy e-książek, jak się czasem twierdzi?

Nie znamy odpowiedzi na te pytania – i o to chodzi. Dopóki tego nie zrobimy, inni wydawcy i dostawcy treści mogą nauczyć się czegoś z powściągliwości Simona i Schustera.



ukryć