Fałszywe wiadomości są niewiarygodnie tanie w produkcji

Sądząc po stanie wszystkich kanałów na Facebooku, fałszywe wiadomości są teraz bardzo realnym problemem – i wydaje się, że ma on równie realne konsekwencje poprzez kształtowanie sytuacji politycznych i społecznych. Teraz nowy raport podaje pewne liczby dotyczące kosztów prowadzenia kampanii fałszywych wiadomości, ujawniając, że kluczową częścią problemu może być to, że jest to niewiarygodnie przystępne.





Istnieje kilka oczywistych kroków wymaganych do rozpoczęcia ataku fałszywych wiadomości. Po pierwsze, potrzebujesz fałszywych wiadomości — nie muszą one opierać się na faktach, ale lepiej mieć przekonujący nagłówek lub mieć formę łatwego do strawienia filmu i powinny odwoływać się do istniejących uprzedzeń i ideologii potencjalnych widzów . Następnie musisz wypchnąć go za pośrednictwem sieci społecznościowych, używając botów lub prawdziwych ludzi, których zmusiłeś do wykonywania swoich licytacji. Wreszcie, będziesz potrzebować polubień i udostępnień (znowu wykonywanych przez boty lub prawdziwe osoby), aby upewnić się, że treść nasyca kanały Twoich celów – i przy odrobinie szczęścia zniekształca ich postrzeganie rzeczywistości.

Oczywiście nikt nie chce być widziany, jak bezpośrednio podejmuje którykolwiek z tych kroków. Tak więc dostawcy fałszywych wiadomości nadużyli istniejących narzędzi mediów społecznościowych lub zapłacili za usługi firmom z szarej strefy, które wykonają swoje licytacje. A teraz firma Trend Micro zajmująca się cyberbezpieczeństwem przeszukała Internet, szukając, ile kosztują te usługi i opublikował swoje ustalenia . Chcesz mieć 800-wyrazowy artykuł o fałszywych wiadomościach napisany przez chińskiego sprzedawcę treści Xiezuobang? To będzie 30 dolarów. Co powiesz na to, by rosyjska firma SMOService umieściła film na głównej stronie YouTube na dwie minuty? 621 dolarów proszę. Co powiesz na to, by anglojęzyczna firma Quick Follow Now miała 2500 obserwujących na Twitterze, którzy przesłali Ci dalej link? Kradzież za 25 dolarów.

Firma Trend Micro poszła również o krok dalej, szacując, ile może kosztować korzystanie z takich usług w celu organizowania niektórych wydarzeń w świecie rzeczywistym napędzanych fałszywymi wiadomościami.



Na przykład uważa się, że wrzucenie dziennikarza w ziemię, aby czytelnicy nie uwierzyli w jego pracę – coś co przydarzyło się meksykańskiemu reporterowi Alberto Escorcia —byłoby dość proste. Wymagałoby to ciągłego dopływu negatywnych artykułów przez okres czterech tygodni, z których każdy byłby retweetowany 50 000 razy, a następnie kampanii oszczerstw z wykorzystaniem zatrutych kont na Twitterze i negatywnych komentarzy do artykułów dziennikarza. Całkowity koszt: 55 000 USD.

Doprowadzenie do protestu na pełną skalę, takiego jak sit-in w Minnesocie z powodu rasistowskiego oszczerstwa, które uznano za fikcyjne , to pozycja o większym bilecie. Podejście to może wymagać 1000 prawdziwych osób, aby rozpocząć dyskusję online na temat kontrowersyjnych kwestii. Dyskurs ten można następnie przyspieszyć, podrzucając fragmenty fałszywych treści, które sztucznie są lubiane około 40 000 razy, aby pojawiały się w kanałach informacyjnych. Następnie, gdy organizowane jest prawdziwe wydarzenie, a być może nawet jest reklamowane przy użyciu bardziej konwencjonalnych środków, rzeczy przenoszą się do rzeczywistego świata, gdzie ma miejsce prawdziwe wydarzenie. Według Trend Micro całkowity koszt może wynieść około 200 000 USD.

Wpływanie na coś większego, jak wybory czy referendum, jest jeszcze większym zadaniem. Wymagałoby to kilku całych witryn poświęconych generowaniu fałszywych wiadomości i wzajemnych odsyłaczy, legionów obserwujących w sieciach społecznościowych, milionów płatnych polubień, a nawet publikacji prawdziwych wiadomości, które zawierają linki do fałszywych rzeczy, w celu zacierają granice między fikcją a rzeczywistością, a być może nawet sprawiają, że prawdziwe serwisy informacyjne mylą te dwie rzeczy. Autorzy raportu piszą, że 12-miesięczna kampania o budżecie 400 000 dolarów powinna być w stanie przyciągnąć przynajmniej rzeszę ludzi, których postrzeganie i wiara są zgodne z preferowanym programem kampanii. Czynnikiem decydującym o powodzeniu tej kampanii jest jednak czas, czyli szybkość rozprzestrzeniania się fałszywych treści przed podjęciem właściwej decyzji.



Istnieje oczywiście wiele wysiłków, które mają na celu złagodzenie wpływu fałszywych wiadomości. Założyciel Wikipedii, Jimmy Wales, uważa, że ​​nowe wyobrażenie dziennikarstwa może rozwiązać ten problem, podczas gdy Facebook i Google starają się dostarczać użytkownikom ostrzeżeń o podejrzanych treściach. Ale dopóki kształtowanie opinii publicznej za pomocą fałszywych treści pozostaje tak tanie – a te liczby to w końcu grosze w porównaniu z budżetami reklamowymi kryjącymi się za dużą ilością prawdziwych treści – mają oni na głowie walkę.

(Czytaj więcej: Trend Micro , Potrzebujemy więcej alternatyw dla Facebooka , W przypadku Facebooka i Google najlepszym sposobem walki z fałszywymi wiadomościami jest Ty )

ukryć