211service.com
Google: poza dobrem i złem
Nie bądź zły. To mantra, którą gigant wyszukiwania Google przyjął prawie dziesięć lat temu, kiedy postanowił zmierzyć się z Yahoo i innymi w wojnach wyszukiwania. Dziś wydaje się, że jej strategia i technologia zwyciężyły. Wszyscy korzystają z Google. Jest de facto liderem w wyszukiwaniu – rzeczywiście, Google stało się czasownikiem na czynności związane z wyszukiwaniem w Internecie.
Jednak w dzisiejszych czasach wszyscy wydają się mieć pretensje, a przynajmniej narzekać na Google.
Jak każda duża firma – i nie popełnij błędu, z prawie 52 miliardami dolarów kapitalizacji rynkowej i 7 miliardami dolarów w rezerwach gotówkowych, firma z Mountain View w Kalifornii jest jednym z największych podmiotów medialnych na świecie – Google jest czasem krytykowany . W przypadku Google skargi dotyczą często samych praktyk, które uczyniły z niego tak cenne narzędzie online, na przykład sposobu, w jaki skanuje wiadomości e-mail użytkowników Gmaila w celu wyświetlania trafnych reklam.
Ale ponieważ firma rozszerzyła swoje ambicje na tak wiele części cyfrowego świata – od porównywania cen po blogowanie i pobieranie filmów – coraz częściej znajduje się w centrum znacznie większych debat politycznych i etycznych – i jest atakowana ze wszystkich stron .
Podjęta w zeszłym tygodniu przez Google decyzja o uruchomieniu wyspecjalizowanej wersji swoich usług w Chinach – bez narzędzi do blogowania i poczty e-mail, nie wspominając o wynikach wyszukiwania, które chińscy urzędnicy rządowi mogą uznać za wywrotowe – może być najbardziej szkodliwa dla jego dobrego wizerunku.
Nic dziwnego, że Google zyskał wsparcie innych firm, takich jak Microsoft , którzy chcieliby także sprowadzić serwisy informacyjne do Chin, a przystąpienie do cenzury postrzegają jako mniejsze zło.
Ale został oblany krytyką ze strony organizacji praw człowieka. Amnesty International nazywa to najnowszy ruch z szeregu przykładów globalnych firm internetowych, które uginają się pod naciskiem chińskiego rządu. Reporterzy bez granic powiedział uruchomienie Google.cn było czarnym dniem dla wolności słowa w Chinach. Niektórzy obserwatorzy wezwali nawet do kampanii zbycia w Google. Każdy, komu zależy na swobodnym przepływie informacji, o demokracji w Chinach, a właściwie o demokracji wszędzie, powinien zacząć sprzedawać swoje akcje Google, pisze powieściopisarz, scenarzysta i bloger Roger L. Simon .
Jak szybko wszystko się zmienia. Zaledwie tydzień wcześniej Google zdobywało uznanie libertarian obywatelskich za: nie uchylając się od żądań dotyczących danych o zachowaniach użytkowników podczas wyszukiwania ze strony Departamentu Sprawiedliwości USA, który chce wykorzystać te dane, aby ożywić ustawę o pornografii online z 1998 r., którą dwa lata temu obalał Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych. (Urzędnicy federalni, którzy przygotowują się do obrony konstytucyjności Ustawy o ochronie dzieci w Internecie w sądzie federalnym w Pensylwanii, twierdzą, że potrzebują rejestrów tygodniowych zapytań w wyszukiwarce Google i miliona losowych adresów internetowych, aby pokazać, że nieletni mają łatwe dostęp do pornografii internetowej.)
Jednak nawet ta decyzja Google doprowadziła do problemów z relacjami publicznymi, ponieważ wielu internautów było zaskoczonych i rozgniewanych, gdy z relacji ze sporu dowiedzieli się, że Google prowadzi rejestr starych wyszukiwań i że te wyszukiwania mogą być powiązane z komputerem danej osoby. .
Krótko mówiąc, firma Google tak bezpośrednio odnosi się do kluczowych obecnie kluczowych kwestii – prywatności, wolności słowa, praw własności intelektualnej – że bez względu na to, co robi firma, prawdopodobnie kogoś to obrazi. Co więcej, publikując tak wzniosłe motto „Nie bądź zły” – zdanie to pojawiło się nawet w dokumentach SEC firmy przed jej pierwszą ofertą publiczną w 2004 r. – Google dał krytykom broń, z której mogą się odwrócić za każdym razem, gdy zbłądzi. przez czyjąś etyczną granicę.
Przedstawiciel USA Chris Smith (R-NJ), przewodniczący podkomisji Izby, która nadzoruje globalne prawa człowieka, podał tylko jeden przykład tego odwrotu w komunikacie prasowym z 25 stycznia. To zdumiewające, że Google, którego filozofia korporacyjna brzmi „Nie bądź zły”, umożliwiłby zło, współpracując z chińską polityką cenzury tylko po to, by zarobić, powiedział.
Mimo to Google w przeszłości nie był obcy kontrowersjom. Jej techniczne i strategiczne decyzje były analizowane i krytykowane zarówno przez użytkowników, jak i znawców Internetu niemal tak długo, jak firma była głównym graczem w branży wyszukiwania.
Czasami na przykład Google był atakowany za umieszczanie trwałych plików cookie na komputerach użytkowników w celu personalizacji niektórych usług; za oferowanie książki telefonicznej z odwrotnym wyszukiwaniem, której można użyć do znalezienia adresu osoby z jej numeru telefonu; za odfiltrowywanie zbyt dużej lub zbyt małej ilości treści pornograficznych za pomocą funkcji SafeSearch; za krzywdzenie małych firm poprzez ranking wyników wyszukiwania według popularności i częste zmienianie sposobu obliczania tych rankingów; do skanowania i cyfrowego indeksowania książek bibliotecznych chronionych prawem autorskim bez pytania o zgodę ich autorów lub wydawców; oraz za sprzedaż akcji w swojej pierwszej ofercie publicznej za pośrednictwem skomplikowanego systemu aukcyjnego, z którego mogli się zorientować tylko duzi inwestorzy.
Jednak cenzurowanie własnych usług do konsumpcji w Chinach może być jak dotąd najbardziej niepopularną decyzją Google. Oficjalne uzasadnienie firmy dla ograniczenia zakresu usług w momencie przechodzenia do Chin – potencjalnie bardzo lukratywnego rynku i jednego z nielicznych, na którym wyszukiwarka Google jeszcze nie dominuje – jest takie samo jak w przypadku wielu innych firm informatycznych w Chinach: że międzynarodowe korporacje muszą przestrzegać praw krajów, w których prowadzą interesy, oraz że pewien poziom dostępu do zachodnich informacji i technologii na dłuższą metę bardziej sprzyja demokracji i wolności słowa niż żaden.
(UZUPEŁNIENIE, 30 stycznia 2006, 15:25 EST: Od tego momentu, a Ankieta online Business Week wprowadzony w zeszłym tygodniu pokazuje, że 46,8 procent z 1407 respondentów uważa, że Google zrobił zły ruch i przedkłada zysk ponad zasadę, podczas gdy 46,5 procent twierdzi, że Google ma rację i że najpierw musi postępować zgodnie z chińskimi zasadami. Nastąpią reformy i przejrzystość w stylu zachodnim. - WR)
Jednak zaangażowanie Google w swoją pozycję wydaje się w najlepszym razie połowiczne. Wchodząc do Chin, w rzeczywistości akceptuje podobne działania niektórych z tych samych firm, takich jak Microsoft, do których domyślnie odnosi się motto „nie bądź zły”. Wydaje się, że wyrażając swoje obawy dotyczące chińskiego przedsięwzięcia publicznie, urzędnicy firmy otworzyli się na oskarżenia o hipokryzję.
Nie sądziłem, że dojdę do takiego wniosku – ale ostatecznie doszedłem do wniosku, że więcej informacji jest lepszych, nawet jeśli nie są tak pełne, jak byśmy chcieli, współzałożyciel Google Sergey Brin powiedział agencji informacyjnej Reuters na Forum Ekonomicznym w Davos w Szwajcarii w zeszłym tygodniu, odnosząc się do decyzji o podporządkowaniu się chińskim restrykcjom. Nie lubię tego, ale myślę, że to była rozsądna decyzja.
Wydaje się jasne, że w miarę jak Google zaczyna napinać swoje mięśnie w coraz większej liczbie obszarów Internetu i międzynarodowej gospodarki, firmie coraz trudniej jest przebrnąć przez czarno-białe rozróżnienia – takie jak dobro i zło.
Byłoby oczywiście złe, na przykład, gdyby prywatne wiadomości użytkowników Gmaila były czytane przez pracowników Google, a nie bezmyślne programy komputerowe. Ale czy zbieranie danych użytkowników, które pomagają firmie ulepszać jej usługi, jest złe? Czy też dostarczać więcej informacji populacji głodnej prawdy, takiej jak 100 milionów użytkowników sieci w Chinach? Takie drażliwe pytania będą się mnożyć wraz z rozwojem Google.
Pomimo swojego bogactwa i potęgi, Google wciąż jest młodą firmą na młodym rynku, zauważa Charles Ferguson, inwestor i pisarz technologiczny, który stworzył profile Google dla Przegląd technologii w styczniu 2005 roku. W rezultacie był w stanie rozwijać się w szybkim tempie, nie uderzając zbytnio w konkurencję. Ale dojdą do punktu, w którym dodatkowe dolary, które mogą zarobić na reklamach, sprawią, że będą częściej walczyć z innymi, przewiduje Ferguson. I myślę, że mając do czynienia nie tylko z Chinami, ale także z Indiami i światem islamskim, napotkają pewne trudności.
Jest mało prawdopodobne, aby Google kiedykolwiek spotkał się z taką samą krytyką jak Microsoft, który, być może z konieczności, przyjął bardziej bezwzględne podejście do biznesu. W przypadku Microsoftu było bardzo jasne, że ich droga do bogactwa prowadzi prosto przez trupy pół tuzina innych firm, mówi Ferguson. Google jest w sytuacji strukturalnej, która ułatwia im działalność charytatywną. Myślę, że będzie im łatwiej „nie być złym” niż prawie jakakolwiek inna firma na świecie – ale z czasem stanie się to trochę trudniejsze.