Hakerzy próbują obalić białoruskiego dyktatora z pomocą od wewnątrz

ALEXANDER ŁUKASZENKO i haktywiści koncepcja illo

Pani Tech | Alamy, Unsplash





Od czasu objęcia funkcji prezydenta Białorusi w 1994 roku Aleksander Łukaszenko zbudował najbardziej represyjne państwo policyjne w Europie i bezwzględnie wykorzystał swoją władzę, by pozostać dyktatorem.

Teraz hakerzy próbują skierować rozległe państwo inwigilacyjne przeciwko Łukaszence, aby zakończyć jego rządy – i twierdzą, że aby to zrobić, dokonali jednego z najbardziej kompleksowych ataków hakerskich w historii kraju.

Hakerzy, znani jako Białoruscy Cyberpartyzanci, regularnie ujawniają informacje, które, jak twierdzą, zostały pozyskane przez włamanie do dziesiątek wrażliwych policyjnych i rządowych baz danych. Do tej pory opublikowali to, co twierdzą, że są dowodami przestępstw popełnianych przez policję, informacje pokazujące, że reżim ukrył prawdziwy wskaźnik śmiertelności związanej z COVID-19, oraz nagrania nielegalnych rozkazów brutalnego stłumienia pokojowych protestów. Partyzanci mówią też, że udało im się włamać do niemal każdej części administracji Łukaszenki, a ujawnione do tej pory informacje to tylko ułamek danych, którymi dysponują.



Chcemy powstrzymać przemoc i represje ze strony reżimu terrorystycznego na Białorusi i przywrócić krajowi demokratyczne zasady i rządy prawa, powiedział anonimowy rzecznik hakerów MIT Technology Review.

Wewnątrz FBI, Rosji i Ukrainy nieudane śledztwo w sprawie cyberprzestępczości

Rosja i Ukraina obiecały współpracę i pomoc w schwytaniu odnoszących największe sukcesy hakerów na świecie. Ale sprawy nie poszły zgodnie z planem.

Ale partyzanci nie działają sami. Z wywiadów wynika, że ​​hakerzy czerpią korzyści z partnerstwa z kluczową grupą białoruskich funkcjonariuszy organów ścigania i wywiadu.



Grupa o nazwie BYPOL, w skład której wchodzą obecni i byli urzędnicy reżimu, od wielu miesięcy oferuje ścisłe wskazówki. Niektórzy z nich niosą pomoc spoza kraju, uciekając po oszukańczych oświadczeniach Łukaszenki o zwycięstwie w wyborach prezydenckich w 2020 r. i brutalnych represjach, które nastąpiły po nich. Ale inni, jak twierdzi grupa, działają przeciwko Łukaszence od wewnątrz w przekonaniu, że jego reżim – który aresztował ponad 27 000 osób po zeszłorocznych protestach — musi upaść.

Ujawniają zbrodnie reżimu, mówi Andrei Sannikov, były białoruski dyplomata, który nie jest częścią ani Cyber ​​Partyzantów, ani BYPOL-u. Informacje, które otrzymują dzięki hakowaniu państwa, są naprawdę bardzo wymowne, gdy są świadkami przestępczej działalności reżimu przeciwko obywatelom.

Na własne oczy widziałem fałszerstwa

Podczas gdy Białoruś jest pod kontrolą Łukaszenki od prawie 30 lat, protesty i opozycja znacznie nasiliły się od czasu wyborów, które odbyły się w sierpniu 2020 roku. Jego kwestionowane zwycięstwo doprowadziło do fali protestów antyreżimowych, gdy Łukaszenko brutalnie stłumił pokojowy sprzeciw.



Represje były dla wielu punktem przełomowym. Aliaksandr Azarau był podpułkownikiem białoruskiej policji, wcześniej pracował w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych w walce z przestępczością zorganizowaną i korupcją. Mówi, że to, co zobaczył, zwróciło go przeciwko reżimowi.

Byłem obecny na wyborach, mówi Azarau. Na własne oczy widziałem fałszerstwa. Zdecydowałem się zrezygnować po otrzymaniu niezgodnych z prawem rozkazów od przełożonych. Wiele osób zostało zatrzymanych w pierwszych dniach po wyborach. Moi koledzy nielegalnie wysyłali fałszywe dokumenty dotyczące przestępstw popełnionych przez tych ludzi. Zdecydowałem, że Łukaszenko nielegalnie utrzymał swoją władzę.

Był jednym ze znacznej liczby funkcjonariuszy organów ścigania, którzy w rezultacie opuścili Białoruś. Kilkunastu z nich ponownie zebrało się w Warszawie, w sąsiedniej Polsce i uruchomiło BYPOL w październiku. (Nazwa grupy oznacza białoruską policję.) Mówią, że mają setki członków i kontaktów nadal w rządowych agencjach bezpieczeństwa, w tym w tajnej policji (znanej jako KGB), Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i kontroli granicznej.



„Chcieli wiedzieć, jak przeniknąć do tych organizacji, aby wykraść informacje. Ponieważ tam pracujemy, w środku wiemy wszystko.

Cyber ​​Partyzanci twierdzą, że składa się z około 15 ekspertów IT z białoruskiego sektora technologicznego: kraj ma dobrze prosperującą scenę, w tym liczne start-upy z branży gier i społeczności, chociaż wielu ekspertów odeszli w opozycji do reżimu .

Zaczęli szpecić rządowe strony internetowe we wrześniu 2020 roku, prosty, ale bardzo widoczny akt protestu, który zwrócił ich uwagę, gdy kraj wpadł w konwulsje.

W grudniu tego roku, jak podaje Azarau, partyzanci zwrócili się do BYPOL z większymi celami.

Cyber ​​Partyzanci napisali do nas, aby pomóc im znaleźć sposób na zrozumienie wszystkich organów ścigania i agencji wywiadowczych, mówi. Chcieli wiedzieć, jak przeniknąć do tych organizacji, aby ukraść informacje. Ponieważ tam pracujemy, w środku wiemy wszystko. Skonsultowaliśmy się z nimi, jak to zrobić.

Po tych wczesnych dyskusjach Cyber ​​Partyzanci twierdzą, że sami przeprowadzili faktyczne włamania. Obecni i byli członkowie sił bezpieczeństwa BYPOL pomogli im zrozumieć strukturę rządowych baz danych, przetwarzać dane, do których uzyskują dostęp, oraz identyfikować osoby na podstawie zhakowanych połączeń telefonicznych. Wtajemniczeni mogą również przekazywać informacje zwrotne z systemu na temat tego, w jaki sposób włamanie wpłynęło na siły bezpieczeństwa, mówi rzecznik grupy hakerskiej.

W zamian BYPOL ma dostęp do materiałów od Cyber ​​Partyzantów, aby pomóc im prowadzić dochodzenia do reżimu, które są następnie publikowane na własnym kanale Telegram BYPOL. Te dochodzenia były popularne i odnoszące sukcesy , a jeden z ich filmów dokumentalnych był cytowany podczas przesłuchania w amerykańskim Kongresie na temat Białorusi, które miało miejsce krótko przed nałożeniem przez USA sankcji na Łukaszenkę i jego sojuszników .

Hakerzy twierdzą, że ich ostatnia seria ataków dała im dostęp do nagrań z dronów z tłumienia protestów, bazy danych monitoringu telefonów komórkowych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych oraz baz danych paszportów, pojazdów silnikowych i innych. Mówią również, że uzyskali dostęp do nagrań dźwiękowych służb ratunkowych oraz przekazów wideo z kamer do pomiaru prędkości na drogach i kamer monitoringu, a także z cel izolacyjnych, w których przetrzymywani są więźniowie.

Partyzanci mówią, że ich intencją jest osłabienie reżimu na każdym szczeblu. Mamy plan strategiczny, który obejmuje cyberataki mające na celu jak największe sparaliżowanie sił bezpieczeństwa reżimu, sabotowanie słabych punktów reżimu w infrastrukturze oraz zapewnienie ochrony protestującym, powiedział rzecznik.

Włamanie jest ważne, ponieważ pokazuje, że reżim nie jest tak niepowstrzymany i niepokonany, jak się wydaje, mówi Artem Shraibman, analityk polityczny w Carnegie Moscow Center. Pokazuje słabość ich systemu. Ośmiela protestujących. Wiele osób biorących udział w proteście spotkało się z tymi przeciekami z radością i poczuciem zwycięstwa.

Włamania zostały wcześniej zgłoszone przez Obecny czas oraz Bloomberg .

Nie mamy profesjonalnych hakerów

Cyberpartyzanci twierdzą, że nie są hakerami, ale pracownikami sektora technologicznego, którzy nie mogą dłużej stać z boku. Rzecznik grupy twierdzi, że cztery osoby przeprowadzają faktyczne etyczne hakowanie, podczas gdy pozostałe zapewniają wsparcie, analizę i przetwarzanie danych.

Nie mamy żadnych profesjonalnych hakerów, powiedzieli MIT Technology Review. Wszyscy jesteśmy specjalistami IT i niektórymi specjalistami od cyberbezpieczeństwa, którzy uczą się w podróży.

Pavel Slunkin, który do zeszłego roku był białoruskim dyplomatą, a teraz współpracuje z Europejską Radą Stosunków Zagranicznych, mówi, że partyzanci odzwierciedlają znaczenie przemysłu technologicznego dla kraju.

„Naród białoruski, który pracuje w branży technologicznej, chce nie tylko wpływu ekonomicznego, ale chce go przekształcić we wpływy polityczne”.

Mówi, że Białorusini, którzy pracują w branży technologicznej, chcą nie tylko wpływu ekonomicznego, ale chcą go przekształcić we wpływy polityczne. Tacy ludzie mają domy, samochody i wszystko – z wyjątkiem tego, że nie mogą wybrać własnej przyszłości. Ale teraz zdecydowali, że mogą uczestniczyć w życiu politycznym. Odegrali bardzo ważną rolę, jeśli nie najważniejszą, w tym, co wydarzyło się na Białorusi w 2020 roku.

W okresie poprzedzającym zeszłoroczną kampanię wyborczą kandydat opozycji Wiktor Babariko zwerbował wielu ekspertów w dziedzinie technologii. Został aresztowany i skazany na 14 lat więzienia za korupcję w procesie zwanym przez krytyków „ pozorny .

Kiedy Babariko trafił do więzienia, ruch protestu został zniszczony, mówi Slunkin. To był punkt wyjścia dla ludzi, którzy próbowali przeciwstawić się reżimowi, nie na ulicach, ale tam, gdzie czują się silniejsi i bezpieczniejsi niż rząd.

Białoruski rząd obwiniony hacki na zagraniczne służby specjalne.

Tak kompleksowy hack, jak można sobie wyobrazić

Żelazny uchwyt Łukaszenki na media i informacje na Białorusi zmusił przeciwników politycznych do przejścia na aplikacje takie jak Telegram, które są trudniejsze do zablokowania lub uregulowania. Kanał Telegram hakerów ma ponad 77 000 subskrybentów.

W ich ostatnich wpisach znajduje się nagranie rozmowy dwóch wysokich rangą funkcjonariuszy białoruskiej policji z 8 sierpnia 2020 r., dzień przed wyborami prezydenckimi. Na nagraniu zastępca szefa mińskiej policji i jego podwładni omawiają prewencyjne aresztowania demonstrantów i głównych przeciwników politycznych. Ich celem jest personel pracujący dla Cikhanouskaya.

Internet protestu budowany jest na jednostronicowych stronach internetowych Proste, łatwe do udostępniania i prywatne strony te są wyborem dla pokolenia Z nie tylko do uczenia się czegoś, ale także do robienia z tym czegoś.

Jeśli Cyber ​​Partyzanci spełnią swoje obietnice i groźby, może to okazać się najdokładniejszym włamaniem, jakiego kraj kiedykolwiek doświadczył.

Jeśli mówimy o możliwym przyszłym ściganiu osób, które popełniły przestępstwa w imieniu reżimu, takich jak prześladowanie opozycji, te zhakowane bazy danych mogą potencjalnie zostać wykorzystane do trybunałów i dochodzeń, mówi Shraibman.

Obecnie trwa międzynarodowa koalicja organizacji praw człowieka dochodzenie oraz dokumentowanie tortur i innych naruszeń praw człowieka w celu pociągnięcia reżimu Łukaszenki do odpowiedzialności za przestępstwa popełnione od rozpoczęcia protestów wyborczych w 2020 roku.

Gdy ogromny zakres operacji Cyber ​​Partyzant stał się jasny dla świata zachodniego, ekspert nazywa jest to tak obszerne włamanie do państwa, jak tylko można sobie wyobrazić. Jednak wpływ tego włamania, podobnie jak w przypadku wielu przypadków na Białorusi, pozostaje niejasny.

Naprawdę nie wiem, co będzie dalej, mówi Shraibman. Politycznie na Białorusi jest tak niestabilny. Łukaszence oczywiście udało się stłumić uliczne protesty, to prawda. Ale nadal znajduje się w trudnej sytuacji na arenie międzynarodowej i gospodarczej. Ciągle prowokuje wszystkich innych aktorów międzynarodowych. Nie może powstrzymać się od eskalacji. Ciągle się eskaluje. To może nas zaprowadzić do bardzo ciemnego, niebezpiecznego miejsca.

ukryć