Jak obywatelstwo internetowe zadecyduje o losie narodów?

Jeśli ktokolwiek przewidział technologicznie możliwe polityczne tsunami nazwane arabską wiosną, to było to… Jared Cohen , obecnie szef think tanku Google Google Ideas, a wcześniej Departament Stanu USA.





W 2004 roku był świadkiem dziwnych tłumów milczących młodych ludzi zgromadzonych na rynku miasta Shiraz w południowym Iranie. Umyślnie ignorowali się nawzajem i skupiali się na swoich telefonach komórkowych. Cohen wkrótce dowiedział się, że zebrali się, aby na nowo odkryć Internet w miejscu, w którym korzystanie z Internetu było poważnie ograniczone przez rząd. Tłum korzystał z połączeń Bluetooth krótkiego zasięgu, aby komunikować się z nieznajomymi w sposób, który w innych miejscach obejmowałby Internet: szukał basisty dla zespołu, promował wieczory klubowe lub sprzedawał towary osobiste. Kiedy Cohen zapytał członków tej ludzkiej sieci peer-to-peer, czy martwią się, że zostaną przyłapani, roześmiali się. Nikt po trzydziestce nie rozumie, że jest to w ogóle możliwe, mówili.

To dało Cohenowi chwilę przeczucia co do losu represyjnych rządów na Bliskim Wschodzie, powiedział Techonomia konferencja w Tucson w Arizonie, wczoraj. Ci ludzie używają technologii do robienia rzeczy, których nie wolno im robić, powiedział, że szkolą się w aktywizmie i pewnego dnia pomoże im to zorganizować coś innego, co jest nielegalne i czego nie wolno im robić.

Kiedy powiedział kolegom z Departamentu Stanu, nikt nie był zainteresowany. To musiało być dla Cohena bardzo kuszące, gdy powiedziałem ci to w 2009 roku, kiedy telefony komórkowe i Internet ułatwiły protesty w Iranie po kontrowersyjnych wyborach, a także w 2010 roku, kiedy bardziej zakrojony, oparty na technologii aktywizm zmienił mapę polityczną dla całego regionu.



Sieć Bluetooth taka jak ta widziana przez Cohena w 2004 roku była pierwszym rozpowszechnieniem słynnego wideo protestującego Neda Agha-Sołtan został zastrzelony w Iranie, dopóki nie dotarł do kogoś, kto był w stanie przesłać go na YouTube. Tegorocznym wydarzeniom w Egipcie pomagała ta sama technologia, a także międzynarodowe podburzanie motłochu za pośrednictwem Facebooka i Twittera. Działania mające na celu ograniczenie korzystania z technologii – jak wtedy, gdy Mubarak w Egipcie zablokował sieci telefonii komórkowej i Internet – służyły jedynie przyspieszeniu tego, co się dzieje, i przyciągnięciu ludzi, którzy wcześniej nie byli zainteresowani, ale rozwścieczeni, że odmówiono im dostępu do sieci.

Cohen uważa, że ​​wydarzenia te stanowią zapowiedź tego, jak technologia zasadniczo zmieni równowagę sił między obywatelami a rządami. Powiedział, że rządy są przyzwyczajone do posiadania ustalonej liczby obywateli, ale teraz ludzie mają wiele tożsamości w Internecie. Dla każdego fizycznego obywatela istnieje wirtualna świta, która się z tym wiąże, a także wirtualni transnarodowi wtrącający się.

Państwa zachowają niemal absolutną władzę w sferze fizycznej, ale zabraknie jej w przestrzeni wirtualnej, w której rządzą obywatele, mówi Cohen. Jesteśmy w trakcie hałaśliwej transformacji, powiedział, w przyszłości dojdziemy do kompromisu, zobaczymy globalną umowę społeczną między obywatelami i ich systemem a państwami i ich systemem.



Internet nie jest jednak znany z generowania spójnych, stałych ruchów politycznych, co może powodować problemy zarówno dla rządów, jak i obywateli. Ci pierwsi będą mieli trudności z oceną, które ruchy online są na tyle znaczące, że zasługują na reakcję, a nadmierna reakcja może wywołać poważniejszy aktywizm. Obywatele są narażeni na negatywne skutki swobodnego, niehierarchicznego protestu, który umożliwia technologia. Dla obywateli rewolucje będą łatwiejsze do rozpoczęcia, ale równie trudne do zakończenia, powiedział Cohen, technologia nie tworzy demokratycznych liderów i instytucji, oznacza to, że można się zmobilizować bez planu.

ukryć