211service.com
Jak Wired zmienił Creative Commons w system marketingu linków
Pełne ujawnienie informacji: Od czasu do czasu piszę dla Wired .

Steve Jobs schwytany przez Jon Snyder dla Wired.com
Wired rozdaje ogromną bibliotekę zdjęć zrobionych przez swoich fotografów. To czyste dobro, które przyniesie korzyści każdemu, kto kiedykolwiek potrzebuje zdjęcia smutno wyglądający Michael Arrington lub szczery wizerunek Tron Guy nosi ubrania z ulicy zamiast garnituru. OK, więc to głównie blogerzy i serwisy informacyjne.
Na pierwszy rzut oka wygląda na to, że Wired.com zadaje cios wolnej kulturze. I oni są! Naprawdę nie chcę bagatelizować, jakie to fajne. Z wyjątkiem: dlaczego ich zwierzchnicy z Condé Nast, odnoszącej sukcesy prywatnej firmy, mieliby autoryzować taki ruch?
Oto dlaczego: jest to jeden z najlepszych programów marketingu linków w historii. Wszyscy pamiętamy, że rankingi wyszukiwania Google działają częściowo w oparciu o liczbę przychodzących linków, które odnoszą się do historii. Cóż, wyobraź sobie, że nagle znalazłeś sposób na to, aby setki lub tysiące serwisów informacyjnych – stron internetowych, które mają już bardzo wysokie rankingi w Google – regularnie, za darmo, wskazywały linki do artykułów z Twoich archiwów.
Cóż, właśnie to odkrył jakiś geniusz w Wired. Prawie wszystkie licencje Creative Commons są dostarczane z co najmniej niektóre warunki wykorzystania fragmentu treści. Sprawdź ten, który jest dołączony do wszystkich obrazów udostępnianych przez Wired:
Zdjęcia muszą być odpowiednio przypisane do fotografa i Wired.com, i prosimy o link do oryginalnej historii, w której zdjęcie pojawiło się po raz pierwszy .
Teraz za każdym razem, gdy ktoś używa ten wkrótce ikoniczny obraz Steve'a Jobsa , będą musieli połączyć się z powrotem do historia zapowiadająca program Creative Commons / marketing linków Wired .
Co najlepsze, ten stały strumień wysokiej jakości linków przychodzących będzie trwał bez końca. Im więcej fotografii pracowników Wired używa do artykułów na swojej stronie, tym bardziej reszta technologicznej infosfery będzie wykorzystywała te obrazy i odsyłała do Wired.com.
Warto również zauważyć, że nakazując łącze do artykułów na Wired.com, a konkretnie zabraniając wykorzystywania w reklamach, licencja na obrazy Wired automatycznie dyskwalifikuje wszelkie wykorzystanie ich zdjęć w druku, ponieważ byłyby one bezużyteczne w marketingu linków.
Nie twierdzę, że w tym schemacie jest coś złowieszczego – w rzeczywistości jest genialny. Co więcej, w epoce, w której cena zdjęcia gwałtownie zbliża się do zera, dzięki ultra-tanim serwisom ze zdjęciami i tonom wspaniałych zdjęć dostępnych na Flickr na licencji Creative Commons, Wired być może właśnie znalazł sposób na uzasadnić płacenie fotografom godziwych wynagrodzeń za pełne prawa do ich pracy.
Innymi słowy, co by było, gdyby inne punkty sprzedaży złapały ten schemat i przyjęły go jako swój własny? Co jeśli nowym uzasadnieniem dla oryginalnej fotografii jest to, że staje się to fantastycznym sposobem na promowanie swojej witryny i budowanie linków i ruchu do treści?
To znaczy, o ile wszyscy grają według twoich zasad. Cory Doctorowa zapierające dech w piersiach ogłoszenie o premierze BoingBoing na Creative Commons Wired nie zawiera nawet, jak określono w licencji Wired, podpisu, który: linki do oryginalnego artykułu . Więc technicznie sądzę, że go ukradł? Być może prawnicy Condé mogą go wyprostować.