211service.com
Kołysany w Chinach
Rozbudowany – i obecnie dobrze znany – system nadzoru i cenzury online chińskiego rządu umożliwia blokowanie stron internetowych uznanych za wywrotowe i znajdowanie ich twórców – karząc aktywistów karami pozbawienia wolności, a tym samym ograniczając dostęp społeczeństwa do informacji.
W ciągu ostatnich czterech lat paryski Reporterzy bez granic ( Reporterzy bez granic ), międzynarodowa grupa nadzorcza zajmująca się obroną dziennikarzy i dysydentów, skrytykowała takich gigantów technologicznych, jak Yahoo i Microsoft za pomoc i podżeganie do restrykcyjnej polityki Chin poprzez oferowanie w tym kraju oczyszczonych wersji ich treści.
W zeszłym miesiącu grupa skrytykowała Google za decyzję o uruchomieniu chińskiej wersji swojej wyszukiwarki, która została oczyszczona z wrażliwych politycznie odniesień do tematów takich jak Tybet, Plac Tiananmen i demokracja. Rzeczywiście, w oświadczeniu z 25 stycznia, grupa nazwała uruchomienie Google.cn czarnym dniem dla wolności słowa w Chinach.
Peter Fairley, dziennikarz zajmujący się przeglądem technologii z siedzibą w Paryżu, rozmawiał niedawno z Julienem Painem, szefem działu Internet Freedom Reporterów bez Granic.
Przegląd technologii: W przeciwieństwie do innych firm technologicznych na twoim celowniku, które najwyraźniej zignorowały twoje listy i raporty, Google potwierdził twoje obawy dotyczące ich decyzji o przestrzeganiu chińskiej polityki cenzury. Czy z tego dialogu wyniknęło coś pozytywnego?
Julien Ból: Myślę, że sposób, w jaki uruchomili swoją usługę, pokazuje, że Google doskonale zdawał sobie sprawę z problemów. To, co zrobił Google, jest lepsze niż to, na co zgodzili się Yahoo i inni. Ale to wciąż zła decyzja, która będzie miała konsekwencje dla wolności słowa. Google była ostatnią wyszukiwarką dostępną w Chinach, która odmówiła zastosowania cenzury. Do tej pory przynajmniej wymieniali zakazane strony internetowe.
TR: Chińscy internauci mogli wcześniej odkryć zabronioną witrynę za pomocą Google, a następnie uzyskać do niej dostęp za pomocą witryny proxy, która maskowała ich prawdziwą lokalizację, prawda?
JP: Prawidłowy. Problem [teraz, gdy Google również zostanie ocenzurowany] jest to, że nie będą wiedzieć, że tam jest. Jeśli założysz stronę internetową spoza Chin, aby rozmawiać o prawach człowieka, demokracji lub czymkolwiek innym, nie ma możliwości zdobycia odbiorców. To jak wrzucanie butelki do morza. Po prostu wrzucasz swoje treści do Internetu, a bez nieocenzurowanych wyszukiwarek użytkownik Internetu w Chinach nie będzie w stanie ich znaleźć.
TR: Dlaczego więc uważasz, że podejście Google jest nadal lepsze niż podejście Yahoo i innych?
JP: Yahoo mówi, że szanujemy lokalne przepisy i to wszystko. Przynajmniej Google próbował znaleźć kompromis między swoimi wartościami etycznymi a chęcią prowadzenia biznesu w Chinach. Kompromis polega na tym, że na dole strony wyświetli się krótki komunikat informujący, że wyniki są ocenzurowane. Google odmówił również hostowania swoich serwerów pocztowych w Chinach. Yahoo zgodziło się, aby jego usługa pocztowa była hostowana w Chinach, co moim zdaniem jest bardzo niebezpieczną decyzją.
TR: Chiński dziennikarz, Shi Tao, został skazany na dziesięć lat więzienia we wrześniu ubiegłego roku po tym, jak operacja Yahoo w Hongkongu ujawniła informację, że wysłał zawstydzającego e-maila, pokazując, jak rząd naciskał na dziennikarzy, aby nie informowali o masakrze na placu Tiananmen. Czy Yahoo musiało przekazać te dokumenty?
JP: Kiedy obsługujesz [serwery] w Chinach, nie masz innego wyboru. [Więc] jeśli nie chcesz być informatorem policji, właściwą decyzją jest nie hostowanie swoich serwerów e-mail w Chinach.
TR: Firmy technologiczne często bronią się, argumentując, że większość informacji w Internecie i tak przechodzi przez cenzurę, co nieuchronnie poprowadzi Chiny w kierunku bardziej otwartego społeczeństwa. Dlaczego nie podzielasz ich optymizmu?
JP: Od ponad pięciu lat monitorujemy cenzurę Internetu w Chinach i sytuacja się nie poprawia. Coraz więcej osób łączy się z Internetem i coraz więcej osób publikuje w Internecie informacje, a jednocześnie coraz mniej swobody wypowiedzi. To dlatego, że Chińczycy nabyli bardzo wyrafinowaną technologię do filtrowania tablic ogłoszeniowych, czatów, blogów – wszystkiego.
TR: Rządowa cenzura i inwigilacja rozwijają się również w Stanach Zjednoczonych w imię walki z terroryzmem. Czy uważasz, że zachowanie amerykańskich liderów technologii w Chinach mogło zachęcić do ściślejszej kontroli informacji w krajach demokratycznych?
JP: Fakt, że Stany Zjednoczone, Francja i inne kraje zgadzają się czasami na cenzurowanie Internetu lub przechwytywanie komunikacji, stanowi zły przykład. Mamy bardzo silne podejrzenia, że sprzedaje swoją technologię [filtrowania] innym dyktaturom na całym świecie, takim jak Zimbabwe, Białoruś i Kuba. Zauważamy, że kiedy Chińczycy odwiedzają taki kraj, zawsze zabierają ze sobą [chińskie] firmy internetowe i ich ministra telekomunikacji.