Osłabiające ogniwa

Świat zachodni słusznie zaniepokoił się w zeszłym roku, gdy Chiny zablokowały swoim obywatelom dostęp do Google, wszechobecnej w Internecie wyszukiwarki. Oprócz wywołania wrzawy w Stanach Zjednoczonych, grupa haktywistów próbowała stworzyć lustrzane witryny Google, aby udaremnić wysiłki Chin. Teraz Chiny nie blokują już Google wprost: są po prostu bardziej selektywne w swojej cenzurze. Jeśli w Chinach wpiszesz Falun Gong, nazwę dysydenckiej chińskiej grupy religijnej, w wyszukiwarce Google nie znajdziesz praktycznie żadnych linków. Większość z nas zgodziłaby się, że jest to chybiony wysiłek rządu chińskiego w celu zatajenia informacji, prawda?





Ale coś podobnego dzieje się w Stanach Zjednoczonych. Nasilająca się tendencja do usuwania łączy internetowych jest napędzana przez dwa dobre, ale błędne akty prawne. Pierwsza, znana jako Digital Millennium Copyright Act z 1998 r., mówi, że każdy dostawca usług internetowych może zostać pozwany, a nawet zamknięty za połączenie ze stroną, o której wiadomo, że narusza amerykańskie prawa autorskie. Po drugie, niedawna ustawa popularnie znana jako USA Patriot Act, czyni przestępstwem pomaganie lub podżeganie do organizacji terrorystycznych. Obie ustawy wywierają nową presję na zaangażowanie USA w wolność słowa.

10 nowych technologii, które zmienią świat

Ta historia była częścią naszego wydania z lutego 2003 r.

  • Zobacz resztę numeru
  • Subskrybuj

Weźmy na przykład ostatnie awantury na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Diego. Jesienią ubiegłego roku administracja uniwersytetu próbowała zmusić grupę studencką do usunięcia ze swojej strony internetowej łącza do strony internetowej Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii, brutalnego powstania marksistowskiego. Urzędnicy uniwersytetu twierdzili, że link naruszył ustawę USA Patriot Act, zapewniając materialne wsparcie lub zasoby grupie, która została umieszczona na liście zagranicznych organizacji terrorystycznych Departamentu Stanu. Czy dążenie do usunięcia linków – nawet do potencjalnie nieprzyjemnych informacji – nie przypomina taktyki, którą odrzucamy, gdy jest stosowana przez chiński rząd?



Pierwsza Poprawka jest wciąż na tyle solidna, że ​​przekonała urzędników uniwersyteckich do wycofania się z zamieszania z hiperłączami – przynajmniej na razie. Jestem pewien, że zobaczymy inne próby usunięcia hiperłączy do informacji terrorystycznych. Tymczasem jeszcze bardziej martwi mnie podstępna cenzura wynikająca z ustawy Digital Millennium Copyright Act.

Rozważmy na przykład inną historię cenzury związaną z Google. Zeszłej wiosny Google usunęło linki do stron internetowych krytycznych wobec Kościoła Scjentologicznego. Czemu? Ponieważ ta przerażająca organizacja wysłała do Google list ze skargą, powołując się na ustawę Digital Millennium Copyright Act i twierdząc, że Google oferuje linki do stron internetowych, które naruszają materiały chronione prawem autorskim scjentologów. Scjentolodzy stwierdzili, że wyszukiwarka musi albo usunąć linki, albo zmierzyć się z decyzją sądu.

W listach do Google Kościół Scjentologiczny twierdzi, że jego krytycy łamią prawo, gdy wycinają dokumenty kościelne objęte prawami autorskimi i znakami towarowymi i publikują je w witrynach internetowych. Krytycy twierdzą, że fragmenty są niezbędne do zdemaskowania nieuczciwości Kościoła Scjentologicznego. Ale przepisy rządu na korzyść właścicieli praw autorskich – w tym przypadku Kościoła Scjentologicznego – pomogły cenzurować krytyków, zachęcając wyszukiwarki do zrywania linków do stron krytyków. (Aby uzyskać informacje o podobnych przypadkach, odwiedź stronę chillingeffects.org, sponsorowaną przez Electronic Frontier Foundation.)



Po pewnym załamaniu rąk, Google znalazł sposób, by dalej odwoływać się do strony antyscjentologicznej xenu.net: firma ustaliła, że ​​link wyłącznie do strony głównej grupy jest dozwolony zgodnie z prawem, ponieważ sama strona główna nie zawiera żadnych przypadki naruszenia praw autorskich. (Google twierdzi, że początkowe usunięcie linku strony głównej było nieumyślne).

Niektórzy zwolennicy wolności słowa wiwatowali, że Google odmówił poddania się. Ale cenzura nakazana przez rząd Google trwa nadal. Jeśli przejdziesz do Google i wpiszesz ulotka site:xenu.net, zobaczysz na dole strony notatkę wyjaśniającą, że linki do 10 stron internetowych zostały usunięte. Czy to tylko ja, czy usankcjonowane przez państwo dążenie do tłumienia linków Google dotyczących grupy religijnej brzmi jak przypadek Chin i Falun Gong?

Być może najostrzejszym ze wszystkich przepisów prawa autorskiego są te, które zabraniają publikowania jakichkolwiek informacji, które mogą być użyte do obejścia technologii antykopiowania wbudowanej w oprogramowanie, płyty CD, DVD i inne nośniki. Sytuacja pogorszyła się tak bardzo, że kiedy firma programistyczna Red Hat opublikowała łatkę naprawiającą błąd w swojej najnowszej wersji systemu operacyjnego Linux, odmówiła udostępnienia dokumentacji swoim użytkownikom ze Stanów Zjednoczonych. Zamiast tego umieścił literaturę techniczną na europejskiej stronie thefreeworld.net, która wyraźnie zabrania obywatelom USA dostępu do dokumentacji i ostrzega, że ​​użytkownicy z USA mogą zostać skazani na karę więzienia i wysokie grzywny.



Aby zwalczyć niektóre z najgorszych nadużyć prawa, przedstawiciel USA Rick Boucher (D-Virginia) wprowadza przepisy, które dodają bardzo potrzebne przepisy dotyczące dozwolonego użytku do ustawy Digital Millennium Copyright Act. Zaproponowana przez niego ustawa o prawach konsumentów mediów cyfrowych przywróciłaby prawo do publikowania informacji chronionych prawem autorskim — nawet o technologiach obchodzenia zła — o ile informacje te są przeznaczone wyłącznie do badań naukowych nad technologicznymi środkami ochronnymi.

To prawodawstwo zasługuje na poparcie. Z dziedzictwem, które obejmuje takich podniecających motłoch ulotek, jak Thomas Paine i Samuel Adams, Stany Zjednoczone od dawna bronią wolności słowa. Nie powinniśmy pozwolić, aby nasze zaangażowanie osłabło w podróży do cyberprzestrzeni. W przeciwnym razie najbardziej niebezpiecznym powiązaniem będzie rażący związek między Stanami Zjednoczonymi a narodami, takimi jak Chiny, które w ogóle nie mają tradycji wolności słowa.

ukryć