Sieci społecznościowe 3.0

Gdyby odbył się konkurs na Internet Buzzword of the Year, ubiegłorocznym zwycięzcą zostałby portal społecznościowy, jako kohorta takich firm jak Ryż , Plemię , LinkedIn , Przyjaciółka , Przemówił , oraz Widoczna ścieżka , wprowadzili nowe lub ulepszone usługi, które pozwalają użytkownikom sieci tworzyć online kopie swoich kręgów rzeczywistych znajomych. Pomysł polegał głównie na umożliwieniu użytkownikom tworzenia profili online, które reklamowałyby ich zainteresowania, i pomaganiu im w kontaktowaniu się ze znajomymi i znajomymi znajomych w zakresie jednego z tych zainteresowań – niezależnie od tego, czy jest to znalezienie pracy, dokonanie sprzedaży, czy naprawa starego motocykla.





Ale z wyjątkiem Friendster i Myspace, początkowa reakcja na te usługi wśród przeciętnych użytkowników Internetu była powolna. Wielu użytkowników zarejestrowało się w jednej lub kilku usługach, utworzyło profile online, nawiązało połączenia z kilkoma znajomymi i odeszło, niepewne, jak korzystać z sieci.

Ale dzisiaj nie tylko wszystkie te firmy przetrwały; przeżywają rekordowy wzrost, wprowadzają nowe technologie i nowe funkcje zarabiania pieniędzy, a dołączają do nich nowi wyrafinowani konkurenci, tacy jak: iMeem . Co więcej, dołączają do parady witryn oferujących multimedia – wielkie modne hasło 2005 roku – zachęcając użytkowników do udostępniania własnych treści online, w tym zdjęć, filmów, muzyki i innych plików cyfrowych.

Innymi słowy, serwisy społecznościowe w końcu stają się prawdziwym biznesem z przekonującym produktem.



Rok temu wielu naszych użytkowników nie wiedziało, co mogą zrobić, mówi Konstantin Guericke, współzałożyciel i wiceprezes ds. marketingu w LinkedIn, sieci społecznościowej skupiającej się na powiązaniach biznesowych. Wiedzieli, że otrzymują zaproszenia do przyłączenia się do sieci i wiedzieli, jak przyjmować zaproszenia, a czasami wysyłali własne zaproszenia – ale nie byli pewni, co jeszcze z tym zrobić.

Rok później liczba członków LinkedIn wzrosła z 1 miliona do 4,2 miliona; użytkownicy przeprowadzają miesięcznie 5 milionów wyszukiwań potencjalnych kontaktów we własnych sieciach, a firma uruchomiła kilka funkcji generujących dochód, takich jak płatne opcje subskrypcji, które umożliwiają członkom wyszukiwanie profili poza najbliższym kręgiem znajomych i znajomych znajomych .

Zamiast po prostu przekazywać prośby o przedstawienie tam i z powrotem za pośrednictwem swoich sieci – co było prawie wszystkim, co mogli zrobić rok temu – członkowie LinkedIn wykorzystują swoje sieci do celów praktycznych, takich jak wyszukiwanie kandydatów do pracy, lokalizowanie usług biznesowych i prawnych oraz koordynowanie działań grupowych .



To, co umożliwia to wszystko, mówi Guericke, to treści generowane przez użytkowników, które LinkedIn przechowuje w profilach swoich członków, takie jak życiorysy i referencje. Po pierwsze jesteśmy wyszukiwarką. Ale po drugie, jesteśmy platformą wydawniczą – o sobie io tym, co mówią o tobie inni ludzie, mówi Guericke. Po prostu tworzy potężniejszy biznes.

Drugie przyjście

Psycholog Stanley Milgram ustalił w latach 60., że dwoje ludzi na ziemi jest połączonych ze sobą przez serię średnio sześciu pośredników – pomysł, który został później spopularyzowany przez sztukę Johna Guare'a Sześć stopni separacji i późniejszą adaptację filmową. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych przedsiębiorcy zdali sobie sprawę, że Internet może stać się idealnym medium do łączenia ludzi poza ich znajomościami pierwszego lub drugiego stopnia.



Ale pierwsza generacja bezpłatnych serwisów społecznościowych, takich jak sixdegrees.com, wyschła jeszcze przed końcem boomu internetowego. Było to częściowo spowodowane tym, że, podobnie jak większość innych dot-comów, stronom brakowało modeli biznesowych generujących przychody. Ale stało się tak również dlatego, że technologia nie przekształciła się w użyteczną formę. Użytkownicy nie mieli pojęcia, co faktycznie mogą osiągnąć za pośrednictwem swoich internetowych sieci społecznościowych.

Boom na reklamę online po katastrofie – a zwłaszcza pojawienie się w 2001 roku programu reklamowego Google AdWords, który wyświetla reklamy oparte na słowach kluczowych obok treści, takich jak profile użytkowników – w końcu dał firmom sieci społecznościowych sposób na zamianę ruchu w witrynie na dolary, bez konieczność podjęcia ryzykownego kroku, polegającego na pobieraniu od członków opłaty abonamentowej. Aż 30 startupów społecznościowych powstało w latach 2001-2004, wspartych dziesiątkami milionów dolarów kapitału wysokiego ryzyka. (Patrz Internetworking, kwiecień 2004.)

Ale witryny takie jak LinkedIn, Friendster i Tribe wciąż oferują niewiele więcej niż możliwość tworzenia profili online i zapraszania znajomych do łączenia się z tymi profilami. Członkowie ścigali się, aby zobaczyć, ile połączeń mogą zbudować, tak jakby wielkość sieci była ważniejsza niż jakość jej członków.



Pod koniec 2004 r. lub na początku 2005 r. nowość dla niektórych zaczęła przestawać. Kiedy [LinkedIn] zostało utworzone po raz pierwszy, pomyślałem, że to interesujące i pomyślałem, że byłoby korzystne umieszczenie tam moich informacji, zarówno dla mnie, aby kontaktować się z ludźmi, jak i dla nich, aby się ze mną skontaktowali, napisał Russell Beattie, programista w Yahoo, w kwiecień 2005 wpis na blogu . Dałem mu dużo czasu, aby był użyteczny, ale po prostu nic nie zrobił w moim życiu.

Jednak w tym momencie LinkedIn i inne firmy zaczęły dodawać funkcje, dzięki którym wartość sieci społecznościowej online była wyraźniejsza, przynajmniej dla niektórych użytkowników. Na przykład w marcu LinkedIn uruchomił funkcję, która pomaga osobom poszukującym pracy znaleźć kontakty w firmach, w których chcą pracować; LinkedIn zarabia, pobierając 10 USD za każdą wiadomość, którą użytkownik chce wysłać do potencjalnego pracodawcy za pośrednictwem sieci. Inne nowe funkcje generujące przychody obejmują usługę zamieszczania ofert pracy i LinkedIn dla grup, który tworzy sieci internetowe ograniczone do organizacji, takich jak stowarzyszenia absolwentów uczelni.

Z kolei Friendster szczycił się zdecydowanie największą siecią społecznościową online do 2004 roku, z ponad dziesięcioma milionami użytkowników. Następnie firma przeżyła bolesną reakcję użytkowników na słabą wydajność witryny i plagę fałszywych profili zwanych fałszywymi. Ale teraz Friendster inscenizuje powrót, częściowo poprzez wprowadzenie szeregu usług, które pomagają członkom w handlu treściami cyfrowymi.

Bardzo uważnie słuchaliśmy naszych użytkowników, zwracamy również uwagę na to, co robi konkurencja, i opracowaliśmy nową strategię, która tak naprawdę dotyczy mediów osobistych – mówi Jeff Roberto, kierownik ds. marketingu w Friendster. Na przykład użytkownicy mogą teraz tworzyć blogi, kontrolować wygląd swoich profili, przesyłać do 50 zdjęć, oglądać pokazy slajdów ostatnio przesłanych przez znajomych, publikować ogłoszenia z linkami do ich profili oraz udostępniać audio i wideo pliki przechowywane na ich komputerach przy użyciu technologii peer-to-peer dostarczonej przez Grouper .

Wdrożenie, które widzieliśmy, było niesamowite, powiedział dyrektor generalny Friendster Taek Kwon w październiku, około miesiąc po wprowadzeniu nowych funkcji. Zaobserwowaliśmy znaczny wzrost liczby przesyłanych mediów, dostosowywania profili i liczby osób zamieszczających ogłoszenia.

Obecne członkostwo Friendster: 21 milionów, z czego 9 milionów powraca na stronę co miesiąc.

Przyjaciele czy kumple?

Najnowsi gracze w sieciach społecznościowych, tacy jak Palo Alto, firma iMeem z siedzibą w Kalifornii, mogą mieć przed sobą długą drogę, aby dogonić takich graczy jak Friendster – ale ich technologia już przeskakuje tę, którą mają starsi konkurenci.

iMeem ma nadzieję przyciągnąć członków, budując wszystkie ich działania nie wokół wirtualnej reprezentacji ich sieci społecznościowej, ale wokół technologii wiadomości błyskawicznych. Rzeczywiście, nazwa firmy to połączenie komunikatora internetowego (IM) i memu, co oznacza pomysł rozprzestrzeniający się w sieci.

Jako student psychologii na Uniwersytecie Stanforda, współzałożyciel i dyrektor generalny iMeem, Dalton Caldwell, napisał pracę na temat roli komunikatorów internetowych we współpracy w miejscu pracy. Fala aplikacji społecznościowych, która pojawiła się około 2001 roku, zaintrygowała go, mówi, ale odkąd pierwszy raz zobaczyłem te rzeczy, nie sądziłem, że są wystarczająco interaktywne. To było zbyt wiele, byle tylko czaić się i obserwować ludzi z daleka, ale nie w czasie rzeczywistym. Wydawało mi się, że centrum wszechświata [w sieci społecznościowej] powinna być listą znajomych, a nie listą znajomych.

Dokładnie tak działa iMeem. Aplikacja do pobrania podobna do Yahoo Instant Messenger lub MSN Messenger, iMeem jest zbudowana wokół okna listy znajomych, które pokazuje użytkownikowi, którzy z jej znajomych są online. Z tego okna może wysyłać i odbierać wiadomości błyskawiczne, dołączać do czatów grupowych, prowadzić bloga oraz udostępniać zdjęcia, filmy, podcasty, listy odtwarzania itp. innym użytkownikom za pomocą systemu peer-to-peer związanego z technologią stojącą za oryginalny Napster.

Agregacja wszystkich tych funkcji w jednym programie brzmi jak przepis na przeładowanie informacjami. Caldwell uważa jednak, że użytkownicy iMeem będą działać jako krytycy mediów nawzajem, być może wnosząc prawdziwą skuteczność do szeroko rozgłaszanego pomysłu filtrowania opartego na współpracy. Jest tam za dużo rzeczy, mówi Caldwell. Za dużo danych, za dużo treści, za dużo blogów. Filtrowanie zespołowe to jedna z najważniejszych rzeczy, które wydarzyły się w sieci w ciągu ostatnich kilku lat. To powstrzymuje falę nadmiernej stymulacji.

Można oczywiście argumentować, że uzupełnianie codziennych, rzeczywistych interakcji z wirtualnymi za pośrednictwem serwisów społecznościowych po prostu dodaje nadmiernej stymulacji. Ale gdyby użytkownicy nie odnosili korzyści ze swoich sieci online, nie rejestrowaliby się milionami. W przyszłości członkostwo w sieci społecznościowej może wydawać się tak powszechne, jak przynależność do bardziej tradycyjnej organizacji, takiej jak Boy Scouts, PTA lub lokalna Straż Sąsiedztwa. Jedyna różnica? Pobierając opłatę abonamentową lub utrzymując reklamy online, zapłacisz za przyjemność.

ukryć