211service.com
Wykrywanie nielegalnych plików BitTorrent
Opracowano nową technikę wykrywania i śledzenia nielegalnych treści przesyłanych za pomocą protokołu handlu plikami BitTorrent. Według jego twórców podejście to może monitorować sieci bez przerywania przepływu danych i dostarcza śledczym twardych dowodów na nielegalne przesyłanie plików.
Pliki kontrabandy mogą zawierać pirackie filmy, muzykę lub oprogramowanie, a nawet pornografię dziecięcą. Kiedy narzędzie wykryje taki plik, zapisuje adresy sieciowe, których dotyczy to do późniejszej analizy, mówi major Karl Schrader, który kierował pracami w Instytut Techniczny Wojsk Lotniczych , w Kettering, OH.
Wykorzystanie oprogramowania peer-to-peer (P2P), aw szczególności protokołu BitTorrent, stale rosło w ostatnich latach. W rzeczywistości dla wielu dostawców usług internetowych (ISP) ogromna większość ruchu internetowego składa się obecnie z transferów P2P.
Dostawcy usług internetowych są zazwyczaj zainteresowani wykrywaniem tego typu ruchu w celu kontrolowania go lub ograniczania i zwalniania przepustowości do innych zastosowań. Jednak takie podejście nie ujawnia nic na temat zawartości każdego przelewu, mówi Schrader. Kilka narzędzi do monitorowania sieci może zidentyfikować określone pliki BitTorrent, ale proces ten jest generalnie powolny, ponieważ zawartość każdego pliku musi zostać zbadana. Czas, jaki to zajmuje, również rośnie wykładniczo wraz ze wzrostem liczby plików do przeskanowania.
Nasz system różni się tym, że jest całkowicie pasywny, co oznacza, że nie zmienia żadnych informacji wchodzących lub wychodzących z sieci, mówi Schrader. Działa, jak mówi, najpierw wykrywając pliki, które noszą znamiona protokołu BitTorrent, badając pierwsze 32 bity danych nagłówka plików. Następnie system sprawdza hash plików, unikalny kod identyfikacyjny używany do koordynowania jednoczesnego pobierania setek fragmentów plików przez różnych użytkowników. Jeśli hash pasuje do dowolnego zapisanego w bazie danych o zabronionych hashach, system zarejestruje transfer i przechowa adresy sieciowe.
Jestem przekonany, że rozwiązanie działa i będzie dość tanie, bo jest bardzo specjalistyczne – mówi Hendrik Schulze, dyrektor ds. technologii w firmie Ipoque , firma zajmująca się analizą sieci z siedzibą w Lipsku w Niemczech. Bardziej uogólnione rozwiązania, które próbują monitorować szeroki zakres typów plików, mogą być bardziej elastyczne, mówi, ale będą też droższe.
Jednym z powodów, dla których nowa technika jest tak szybka, jest to, że wymagane urządzenie składa się ze specjalnie skonfigurowanego chipa z programowalną matrycą bramek (FPGA) i karty pamięci flash, która przechowuje rejestr nielegalnej aktywności.
Taka konfiguracja oznacza, że zawartość plików może być skanowana bezpośrednio przez dotknięcie bufora kontrolera Ethernet, dzięki czemu ruch w sieci pozostaje niezakłócony. Oznacza to również, że użytkownicy nie mogą stwierdzić, czy sieć jest monitorowana, mówi Schrader. Nasz system w żaden sposób nie modyfikuje ruchu, ani nie ingeruje w dostarczanie ruchu ani do, ani z sieci, mówi.
Ross Anderson , ekspert ds. bezpieczeństwa komputerowego z Uniwersytetu Cambridge w Wielkiej Brytanii, mówi, że pomysł nie jest niczym nowym. Cisco od lat sprzedaje chińskiemu rządowi zestawy do „Wielkiej chińskiej zapory ogniowej”, która robi dokładnie to, co proponują ci faceci, mówi. Podobnie australijska firma Brilliant Digital Entertainment sprzedaje narzędzie o nazwie CopyRouter, które analizuje skróty w celu identyfikacji nielegalnych plików w innych rodzajach sieci P2P.
Schulze dodaje, że podejście opiera się na posiadaniu aktualnej listy nielegalnych plików. System musi często aktualizować ogromną listę skrótów plików, mówi. Ktoś musi zakwalifikować te skróty jako naruszenia praw autorskich lub inne treści przestępcze.
Z prawnego punktu widzenia Schulze mówi, że prywatność może być poważniejszym problemem. Ani Stany Zjednoczone, ani żaden kraj europejski nie pozwoliłyby [nikomu] zainstalować urządzenia, które sprawdza ruch każdego użytkownika tylko po to, by powstrzymać piractwo internetowe, mówi. W tym podejściu każdy użytkownik jest uważany za podejrzanego.
Nawet gdyby ramy prawne zezwalały na tę technologię, nie jest ona jeszcze gotowa do działania. Testy systemu, których szczegóły zostaną opublikowane jeszcze w tym roku w książce pt Postępy w kryminalistyce cyfrowej V , pokazał, że był skuteczny w wykrywaniu 99 procent nielegalnych plików, ale tylko przy prędkości 100 megabitów na sekundę.
Według Andersona jest to zbyt wolne dla celów handlowych lub organów ścigania. Schulze zgadza się: dziś do monitorowania sieci wymagany jest jeden gigabit na sekundę lub dziesięć gigabitów na sekundę. Twierdzi również, że nie jest jasne, czy system może generować fałszywe alarmy, błędnie oznaczając legalne pliki jako nielegalne.
Kolejną wadą jest to, że system nie radzi sobie z zaszyfrowanymi plikami. Obecnie około 25 procent ruchu BitTorrent jest zaszyfrowane, mówi Schulze. Mówi, że gdyby takie narzędzie stało się powszechnie stosowane, każdy, kto miałby coś do ukrycia, prawie na pewno przeszedłby na szyfrowanie.