Jak demokratyczny plan reformy Sekcji 230 może się odwrócić?

Amy Klobuchar i Mark Warner byli dwoma sponsorami ustawy, wraz z senator z Hawajów Maizie Hirono

Amy Klobuchar i Mark Warner byli dwoma sponsorami ustawy, wraz z senator z Hawajów Maizie Hirono Tom Williams/CQ Roll Call za pośrednictwem obrazów AP)





W ciągu ostatnich kilku lat sekcja 230 amerykańskiej ustawy o uczciwości w komunikacji z 1996 r. przekształciła się z mało znanego podzbioru przepisów dotyczących Internetu w główny punkt zborny zarówno dla prawicy, jak i lewicy. Więc kiedy Demokraci ujawnili swoją próbę zmiany prawa w piątek , świat technologii zauważył.

Pojawiły się inne sugestie, jak zmienić Rozdział 230, i wiele zagrożeń z Prezydent Trump gdy był jeszcze na stanowisku, ale rachunek, ogłoszone w piątek przez Senatorowie Mark Warner, Mazie Hirono i Amy Klobuchar wydają się być najważniejszym krokiem w kierunku autentycznej reformy.

Sekcja 230: Trybuna Senatorów podczas przesłuchania z szefami Big Tech Szefowie Facebooka, Google i Twittera zeznawali przed Kongresem w Sekcji 230, ale senatorowie chcieli wiedzieć, dlaczego tweety, które im się nie podobały, pozostały.

Wiele zmian zgłoszonych w ustawie, znanej jako ustawa o bezpiecznej technologii, jest znaczących. Obecnie prawo chroni platformy takie jak Facebook i Twitter przed większością odpowiedzialności za wiadomości pisane przez ich użytkowników; nowy projekt ustawy pozbawia wiele z tych zabezpieczeń. Niektóre propozycje opierają się na istniejących przepisach federalnych: na przykład immunitet nie będzie miał zastosowania do wypowiedzi w Internecie, które naruszają prawa obywatelskie lub przepisy dotyczące cyberstalkingu. Ustawa usunęłaby również ochronę dla wszelkiego rodzaju płatnej mowy, takiej jak reklama.



To, mówią zwolennicy, jest ważny i mile widziany postęp.

Nie istnieje żaden mechanizm prawny, który zrobiłby więcej, aby uchronić pośredników przed odpowiedzialnością prawną za dystrybucję, powielanie i dostarczanie nielegalnych treści oraz ułatwianie niebezpiecznych powiązań antyspołecznych, mówi Olivier Sylvain, profesor prawa na Uniwersytecie Fordham, który twierdzi, że podoba mu się ustawa – i w szczególności jego potencjał do regulowania reklam internetowych.

Mówi, że gdy platformy moderują treści rasistowskie, mizoginistyczne lub ekstremistyczne, dzieje się tak w dużej mierze ze strachu przed złą reklamą lub okazjonalnym odpychaniem ze strony ostrożnych reklamodawców.



Jednak wielu ekspertów uważa, że ​​reformy są błędne i mogą znacznie pogorszyć sytuację.

Zdaniem Erica Goldmana, profesora prawa na Uniwersytecie Santa Clara, zarówno politycy, jak i opinia publiczna się mylą, że reforma sekcji 230 nie będzie trzymać się Big Tech. Reforma sekcji 230 pogłębi konkurencyjne fosy operatorów zasiedziałych, aby jeszcze bardziej utrudnić konkurowanie nowym uczestnikom.

Jakie usługi ich zdaniem będą się nadal kwalifikować ?

Goldman jest jednym z wielu ekspertów prawnych i obserwatorów branżowych, którzy obawiają się, że propozycje nie zmuszą większych firm do lepszego zachowania, ale zamiast tego zmiażdżą mniejsze firmy pod ciężarem skarg i kosztownych procesów sądowych.



Krytycy obawiają się, że większe firmy po prostu zaczną odfiltrowywać wiele rodzajów uzasadnionej wypowiedzi, aby uniknąć procesów sądowych, a zmiany mające na celu reklamę mogą potencjalnie zaszkodzić każdemu, kto świadczy płatne usługi, na przykład firmom hostingowym lub dostawcom poczty e-mail.

Jeśli nie mamy jasnych i przekonujących odpowiedzi na te pytania, ustawa może mieć fatalne konsekwencje dla Internetu, który znamy i kochamy.

Eric Goldman, Uniwersytet Santa Clara

Moje pytanie do autorów brzmi: jakie usługi ich zdaniem będą nadal kwalifikować się do sekcji 230, jeśli ta reforma przejdzie; jak prawdopodobne jest, że te służby zrobią to, czego chcą członkowie Kongresu; i czy te usługi będą mogły sobie pozwolić na utrzymanie się na rynku? pyta Goldman. Jeśli nie mamy jasnych i przekonujących odpowiedzi na te pytania, ustawa może mieć fatalne konsekwencje dla Internetu, który znamy i kochamy.



Mimo to propozycji nie da się zignorować, ponieważ Demokraci sprawują skuteczną kontrolę nad Białym Domem i obiema izbami Kongresu. Oznacza to, że ustawa musi być traktowana poważnie, nawet jeśli ma wady, mówi Berin Szoka, założyciel i prezes thinktanku TechFreedom.

Wszyscy są bardzo sfrustrowani, ponieważ Republikanie mają tyle głupich ujęć, ale to o wiele lepsza, poważniejsza próba zmiany prawa, mówi. Ale to nie znaczy, że to dobry pomysł lub że przemyślali to, co robią.

Otwórz drzwi do luk!

Ogólnie rzecz biorąc, obie główne amerykańskie partie polityczne uważają, że media społecznościowe powinny być lepiej uregulowane, a sekcja 230 jest do tego kluczem. Ale ich rozumowanie i sugestie, co robić, są bardzo różne.

Lewica uważa, że ​​konieczne są zmiany w prawie, aby zwiększyć odpowiedzialność platform mediów społecznościowych za obraźliwe, obraźliwe lub nielegalne treści, które hostują i promują. Tymczasem prawica jest w dużej mierze zaniepokojona roszczeniami cenzury i uważa, że ​​prywatne firmy powinny być zmuszone do zachowania neutralności politycznej, aby chronić konserwatywną mowę. Ta różnica jest jednym z powodów, dla których obie strony wydawały się istnieć w prawie całkowicie różnych światach kiedy dyrektorzy technologiczni zostali wezwani do złożenia zeznań przed Senatem w zeszłym roku .

Problem nadużyć i dezinformacji w Internecie stał się niemożliwy do zignorowania w ciągu ostatniego roku, przy czym szkodliwe teorie spiskowe w Internecie podsycały pandemię, a polityczne kłamstwa grożąc wyborom . Kulminowało to w styczniu, kiedy brutalny atak na Kapitol Stanów Zjednoczonych był podsycany przez grupy internetowe i samego Trumpa.

Ale chociaż te problemy są bardzo realne, mówi Szoka, niektóre próby przesunięcia granic tego, co jest chronione przez Sekcję 230, mogą przynieść odwrotny skutek. Na przykład wyłączenie praw obywatelskich może mieć dobre intencje, ale może prowadzić do pogorszenia sytuacji, ponieważ ci, którzy popierają ekstremizm polityczny, próbują zamienić swoje przekonania w chronioną mowę.

O ile wiem, otwiera drzwi do luk prawnych, ponieważ nie dotyczy tylko klas chronionych federalnie, takich jak rasa, płeć i wiek; obejmuje również stany, mówi. W niektórych stanach przynależność polityczna jest już klasą chronioną i można by więcej stanów republikańskich uchwaliło tego rodzaju prawa, aby zapobiec regulacji. Mogę zagwarantować, że nie o to chodziło autorom projektu.

Jak należy to naprawić?

Propozycje są receptą na trochę bałaganu, zgadza się Jonathan Zittrain, profesor prawa międzynarodowego na Harvard Law School.

Sugeruje, że ważniejsze może być wypracowanie wspólnych standardów w celu ustalenia, co jest lub nie jest wykonalne, aby upewnić się, że błahe sprawy ze strony skarżących o złych intencjach nie zostaną przekształcone w rozległe, kosztowne procesy sądowe.

Joan Donovan, ekspert ds. dezinformacji w Harvard’s Shorenstein Center, która pisze również dla MIT Technology Review, mówi, że potrzebne są głębsze reformy, aby zmienić zachęty, a nie tylko tworzyć odpowiedzialność.

Myślę, że musimy przeprowadzić pewne badania, aby przeanalizować, jak podzielić branżę technologiczną na modele biznesowe o niższym ryzyku. To byłoby jak Glass-Steagall naszych czasów, mówi, odwołując się do prawa oddzielającego bankowość komercyjną od bankowości inwestycyjnej w latach 30. XX wieku. Bariery, które ograniczają sposób, w jaki firmy technologiczne mogą pozyskiwać, wykorzystywać i sprzedawać dane wraz z wyraźnymi zobowiązaniami dotyczącymi interesu publicznego, również sprawiłyby, że dezinformacja na skalę mniej zagrażałaby bezpieczeństwu narodowemu.

Chociaż zmiany zaproponowane w ustawie o bezpiecznych technologiach są znaczące, nie przeprowadzają tego rodzaju przeróbki typu root-and-branch.

W międzyczasie zwolennicy uważają, że ta legislacja może zmusić większe firmy do stawienia czoła niektórym z najgorszych aspektów zachowania w Internecie, choć wydaje się, że jest to bardziej nadzieja niż oczekiwanie.

Jak zauważa Sylvain, firmy takie jak Facebook sprzedają swoje usługi reklamodawcom, obiecując, że będą w stanie mikrotargetować użytkowników w celu wysyłania wiadomości — nawet jeśli może to bezpośrednio naruszać przepisy antydyskryminacyjne.

Twierdzi, że decydenci i inni mają tendencję do przeceniania zakresu, w jakim pośrednicy internetowi są niczym więcej jak platformami do mowy użytkowników. Oni nie są. Są motorami optymalizacji zaangażowania użytkowników, co z kolei napędza ich zainteresowanie przychodami z reklam. Im bardziej lubieżne i skandaliczne treści, tym więcej ludzi wbrew sobie chce oglądać. W związku z tym Safe Tech Act znosi odporność na reklamy i inne płatne treści.

„Mam nadzieję, że przyniesie to zbawienny efekt w postaci zaszczepienia większego poczucia odpowiedzialności społecznej w sposobie, w jaki pośrednicy internetowi projektują swoje usługi”, mówi.

ukryć